Muztaghata

Muztaghata

Z dużymi obiektami jest tak, że do ogarnięcia ich w całości potrzebna jest odpowiednia perspektywa. Z bliska widać szczegóły, a żeby zrozumieć skalę, niezbędne jest oddalenie. My Muztaghatę widzieliśmy z daleka pierwszego dnia po przybyciu w góry, ale to była za duża odległość. Potem, gdy szliśmy do bazy, nie miałem siły, by rozkoszować się widokiem i analizować szczegóły. Dopiero gdy wracaliśmy (z tarczą), był czas na refleksję. Ale nawet wtedy nie było widać tyle, co potem w domu, gdy analizowałem zrobione wtedy (czyli podczas powrotu) zdjęcia.

Proponuje obejrzeć je w powiększeniu. Od prawej krawędzi fotografii, w odległości 1/4 od dołu zdjęcia, zaczyna wić się ścieżka, którą się wchodzi. Pierwszy odcinek wiedzie po bezśnieżnym terenie, dopiero pod koniec przechodzi się przez spory plac śniegu, chwilę drepczemy po suchym, by szlak definitywnie już przybrał biały kolor. Nieco wyżej widać poziomą kreskę ustawionych namiotów. To pierwszy obóz, który od bazy dzieli ok. 1000 metrów w pionie. Sto metrów wyżej, pod serakami jest druga lokalizacja pierwszego obozu. To to miejsce, które wygląda jakby warstwa śniegu załamała się, tworząc szeroki rów. W rzeczywistości, z bliska, wyglądało to zupełnie inaczej. Zamiast rowu była ściana potrzaskanego lodu.

Droga do drugiego obozu i na szczyt wiedzie mniej więcej dalej podobnie (przynajmniej tak to wygląda z tej perspektywy). Szczyt jest tuż nad krawędzią rozpadliny, która jest z lewej strony zdjęcia. Góra jakby pękła i powstał rów, którego dno jest ok. 1000 metrów poniżej wierzchołka.

Po stronie przeciwnej od tej, którą widać, jest jeszcze lepiej. Wygląda to tak, jakby pół góry ktoś zabrał i zieje kilkukilometrowa przepaść. Dla tego widoku warto było się męczyć.

Lubie!
1

Jedna myśl nt. „Muztaghata

Możliwość komentowania jest wyłączona.