Motylarnia

Malezyjski motyl

Chwilę trwało, zanim sobie przypomniałem, gdzie dokładnie powstało to zdjęcie. Pamiętałem, że było to w Malezji. Podobnych miejsc w tym kraju trochę jest, ale na szczęście wizyta na farmie motyli kojarzyła mi się z pobytem w Cameron Highlands. Szybkie poszukiwania w Sieci i mam. Zanim weszliśmy do pomieszczenia z motylami, zaprezentowano nam skorpiony. Gosia odważnie wzięła jednego na dłoń, a ja utrwaliłem to, robiąc zdjęcie.

Motyli było mnóstwo. Latały wkoło nas i siadały nam na głowach czy ramionach. Wtedy, w 2009 we wrocławskim zoo nie było takich atrakcji (a jeśli było, to nic o nich nie wiedziałem), więc przeżycie było spore. Ale nawet kiedy kilka lat temu byłem we wrocławskiej wolierze z motylami, musiałem przyznać, że w Malezji było ich znacznie więcej.

Lubie!
0

Taki sobie obrazek

296DSC_1364

Kolejne zdjęcie z krainy herbacianych wzgórz, ale tym razem z miasta. Niezbyt szczególnego – ulica, wzdłuż domy, trochę sklepów, trochę knajpek, bank. I parę biur turystycznych. W jednym kupiliśmy wycieczkę po okolicy i zobaczyliśmy plantacje, fabrykę herbaty i motylarnię. Można było wziąć do ręki skorpiona. Gosia oczywiście skorzystała z tej okazji.

Lubie!
0

Herbaciane pole

Herbaciane poleHerbaciane pole było niedawno, ale z oddali. Dziś w średnim zbliżeniu. Dopiero tutaj widać, jak wyglądają „krzewy” herbaciane. Piszę w cudzysłowie, bo krzewami są dzięki przycinaniu. I dzięki temu mają ciągle świeże, młode liście.

Te zdjęcia pochodzą z wypadu na własną rękę, kiedy zachęceni opowieścią jakiegoś mieszkańca naszego hostelu, wsiedliśmy do autobusu i wysiedliśmy za miastem. Mogliśmy swobodnie chodzić między wzgórzami, między rzędami herbacianych krzewów. Na tyle swobodnie, że zrobiłem kilka zdjęć z bliska osobom zbierającym liście. Nie robiły problemów.

Dzień wcześniej pojechaliśmy na wycieczkę, która miała swoje zalety, choć akurat zdjęć wtedy nie zrobiłem zbyt ciekawych. Ale zwiedziliśmy wytwórnię herbaty Boh i kupiliśmy paczkę saszetek do sporządzania herbaty mrożonej o smaku czarnej porzeczki. Smakowała nam tak bardzo (choć to bardziej napój herbaciany), że poprosiliśmy znajomych, którzy jechali rok póĹşniej, by nam ją przywieĹşli.

Na koniec ciekawostka wyczytana w Wikipedii. Chiński znak oznaczający herbatę czyta się na dwa sposoby (w różnych dialektach) – albo „te” (stąd angielskie tee i inne podobne słowa na zachodzie Europy) albo „cza” (m.in. rosyjski, ale też indyjski „czaj”). U nas herbata pochodzi od słowa „herba” (ziele), ale już „czajnik” ma wyraĹşne konotacje ze wschodnią wersją słowa herbata.

Lubie!
0

Zielone wzgórza

Pola herbacianeWszyscy pamiętamy piosenkę „Zielone wzgórza na Soliną”. Ja też, choć poza strzępkiem melodii i tytułowymi słowami w pamięci nie utkwiło mi wiele więcej. Każdy chwali swoje, ale muszę obiektywnie przyznać, że najbardziej zieloną zieleń widziałem nie w Bieszczadach, ale w Kambodży. Wjechaliśmy tam w okresie, kiedy dopiero wzrastał ryż, a pola były zalane wodą. I rzeczywiście – młody ryż jest bardzo zielony, a wrażenie to potęgowała olbrzymia powierzchnia pokryta roślinami.

Druga niesamowita zieleń, ale już tylko na zdjęciach, to herbaciane pola w Malezji. Na żywo były zielone, ale nie aż tak. Herbata potrafi być dużym drzewem, ale gdy się ją uprawia, jest formowana, by była krzakiem. Zbiera się oczywiście tylko świeże listki, więc są one (krzaki) nieustannie przycinane. Do zbierania herbacianych liści wykorzystywani są robotnicy ze Sri Lanki, bo Malezyjczycy okazali się za drodzy.

Lubie!
0

Klasyka na kółkach

Land Rover w Cameron HighlandsZ Malezji do równika jest rzut beretem, stąd w prawie całym kraju panuje klimat tropikalny. Prawie, bo jak wiadomo, pogoda zależy nie tylko od położenia na globusie, ale także od wysokości.

Cameron Highlands to górzysta wyżyna (powyżej 1000 metrów n.p.m.). Było to jedyne miejsce, w którym trzeba było wieczorami zakładać coś na długi rękaw. Cameron Highlands słyną z herbacianych pól (jeszcze będzie zdjęcie), a także z uprawy truskawek. W mieście, w którym się zatrzymaliśmy, w sklepie z pamiątkami były truskawkowe swetry, kubki, dżemy i mnóstwo innych gadżetów. Same truskawki zobaczyłem podczas wycieczki. Nie rosły na polu, ale w workach z ziemią, ułożonych na jakichś stojakach. Były to takie psiary, że u nas nikt by się nimi nie zainteresował. Ale na tamte warunki były jednak godne uwagi.

Ponieważ Malezją administrowali Brytyjczycy (nie była to typowa kolonia, sprawa jest dość zagmatwana), po ich wycofaniu w Cameron Highlands zostało mnóstwo klasycznych Land Roverów. Przewodnik twierdził, że to największe zagęszczenie na świecie i jestem skłonny w to wierzyć. Było ich naprawdę pełno i wszystkie wiekowe. I jak tu nie wierzyć w to, że samochody to robili przed wojną, a teraz to…

Lubie!
1