Trzecia setka

Na zaprzyjaźnionym blogu opublikowano niedawno wpis numer 1001. Ja jestem trochę gorszy, ale myślę, że też mogę się pochwalić zacnym numerem, mianowicie ten wpis jest trzechsetny. Początkowo publikowałem nawet dwa razy na tydzień, potem jakoś przybyło różnych obowiązków, brakło więc czasu na dodawanie postów więcej niż raz na tydzień. I myślę, że tak już pozostanie.

Powyższe zdjęcie pochodzi z drogi z La Paz do Rouranabaque – krętej, pełnej emocji i wspaniałych widoków.

Lubie!
1

Na krawędzi

O drodze z La Paz do Rurenabaque już pisałem. La Paz leży wysoko. Na tyle, że jeśli ktoś tam przyleci z nizin, może zapaść na chorobę wysokościową. Na pewno zaś osoby niezaaklimatyzowane męczą się z każdym robionym krokiem.

Z kolei Rurenabaque leży na nizinach. Zjazd z wyżyn La Paz jest bardzo spektakularny. Droga oplata góry, przytulając się do nich ściśle. W autobusie podróż jest w miarę bezpieczna, trochę gorzej mają rowerzyści, szczególnie jeśli spotkają się na zakręcie z autobusem. Pasażerom tego ostatniego pozostaje chłonięcie widoków, których nie da się zapomnieć. Potem z wolna gasną światła, przychodzi noc, podróżni zasypiają, by obudzić się rankiem na zupełnie płaskim terenie.

Lubie!
0

W stronę słońca

Na Wyspie Słońca poza przyrodą, do oglądania są ruiny. Wg Inków tam narodziło się Słońca, pierwsi Inkowie oraz niektórzy z ich bogów. Ruin – budynków mieszkalnych i sakralnych – jest sporo. Część z nich znajduje się na przeciwległym końcu wyspy (w stosunku do miejsca, gdzie przybywa prom z turystami i nie tylko). I właśnie z wycieczki do nich pochodzi powyższe zdjęcie. Ruiny nie okazały się spektakularne, ale wycieczka bardzo miła.

Lubie!
0

Pustynia solna

Poprzednie zdjęcie było z początku wycieczki, to jest bardziej z końca. Dojeżdżaliśmy do skraju solniska, niedługo potem były wyspy z kaktusami, a potem tafla soli. To miejsce to było zapomniane przez wszystkich miasteczko. Na oko martwe, ale na cmentarzu, który był odrobinę oddalony od budynków, niektóre kwiaty wyglądają na świeże (a może są plastikowe?). Groby były różne – od takich jak ten, do murowanych.

Lubie!
0

Bul bul

O wycieczce, która kończyła się w Uyunii, już było. Było także o przegłosowaniu nas w temacie noclegu. Pierwszego dnia (o ile pamiętam) oglądaliśmy bulgoczące błotko. Teren był aktywny, występowały ciepłe źródła (a jakże, była opcja zanurzenia się w nich) oraz bulgoczące błoto. Właśnie podczas oglądania owego błota (a w zasadzie zaraz po) przekonaliśmy się, że nie jesteśmy kompatybilni z grupą. My lataliśmy jak szaleni, ekscytując się niespotykanym u nas zjawiskiem. Reszta też chyba oglądała, ale gdy wróciliśmy do samochodów, okazało się, że wszyscy już są i czekają tylko na nas. Obejrzeli, zaliczyli i jedziemy dalej.

Lubie!
0

Melonik

Co łączy Przekrój z Boliwią? Między innymi nakrycie głowy. Przez lata w Przekroju pojawiał się komiks z profesorem Filutkiem, który nosił na głowie melonik. Owo nakrycie głowy jest popularne w Boliwii, noszą je głównie indiańskie kobiety.

Melonik powstał w roku 1849 w Londynie, a na drugą stronę Atlantyku zawieźli go robotnicy budujący kolej. W XIX wieku był popularny w wielu miejsca, podobno namiętnie nosili go agenci Ochrany. Trochę to dziwne, bo w ten sposób stawali się jakby mniej tajni, ale z drugiej strony kto by teraz proponował ubierać żołnierza w czerwony mundur, do którego łatwo się celuje, a przecież w XVIII wieku nie było to nic dziwnego.

Lubie!
0

Szczypta soli

Z okolic Uyuni było już sporo zdjęć. To powstało ostatniego dnia wycieczki, która kończyła się w okolicach tego miasta. Ludzi wydobywających sól fotografowałem z daleka, dość krótko i szczerze mówiąc, teraz nie wiem, dlaczego nie poszliśmy tam jeszcze raz, bo przecież miejsce jest bardzo fotogeniczne. Następnej okazji może już nie być.

Lubie!
1

Siedmiu wspaniałych

Ostatnio, pewnie na fali świątecznych powtórek, pokazywano tytułowy film. Przypadkiem na niego trafiłem. Akcja westernów działa się głównie na terenach Stanów Zjednoczonych, ale sporo też zahaczało o Meksyk (jak właśnie „Siedmiu wspaniałych”). To zdjęcie zostało zrobione dość daleko od Meksyku, ale przecież i tam sięgały losy bohaterów westernów. Słynni Butch Cassidy i Sundance Kid zginęli w San Vicente w południowej Boliwii, czyli dość blisko miejsca, gdzie powstała ta fotografia.

Lubie!
0

Laguna z daleka

Laguna Colorada

Pisałem już o noclegu przy Lagunie Coloradzie, który nie doszedł do skutku. Wtedy załączyłem zdjęcie zrobione z bliska, dziś prezentuję szerszy widok. Widać czerwoną wodę (kolor pochodzi od żyjących w słonej wodzie alg) oraz białe wyspy złożone z boraksu. Białe kropki to flamingi, a jezioro położone wyżej niż szczyty Alp (tylko Mont Blanc wystawałby ponad powierzchnię Laguny Colorady) otoczone jest górami.

Lubie!
0

Marazm

Boca manu

W Boca Manu spędziliśmy kilka dni. Wszystko przez nieaktualny przewodnik i brak znajomości hiszpańskiego. Przewodnik twierdził, że można popłynąć dalej, przez Boliwię do Brazylii, a na miejscu ludzie mówili, że tam łodzie nie pływają, ale nie rozumieliśmy ich. Ale jak mówią – nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Co prawda spędziliśmy trochę czasu na oczekiwaniu i pogryzły nas jakieś meszki, ale mieliśmy okazję przyjrzeć się bardzo dziwnej mieścinie (bardziej wiosce).

Budynków nie było tam wiele, przy przystani było kilka sklepów/restauracji. Nikt ich nie odwiedzał przez cały nasz pobyt tam i dwoma wyjątkami. Na końcu przypłynęła wycieczka i wtedy rzeczywiście sklepikarze im coś sprzedali. A wcześniej właściciel sklepu z lewej strony chodził do lokalu z prawej i coś kupował, a po jakimś czasie następowała rewizyta i zakupy po stronie lewej. Przez resztę dnia nie działo się prawie nic. Mam wrażenie, że ogólny bilans tej operacji był bliski zera, a gdyby jeszcze np. płacono podatki od tej działalności, były ujemny.

Wyglądało to dość osobliwie, ale po wszystkim nie dziwiłem się temu zbytnio, bo doszedłem do jednego wniosku: w takim upale i przy takie wilgotności nawet te skromne działania należy uznać za heroizm.

Na zdjęciu lokal po lewej.

Lubie!
0