Galimatias

Finał naszej rocznej podróży to była Tajlandia. Oczywiście odwiedziliśmy tam sporo miejsc, ale nie mogło zabraknąć stolicy, w końcu zwykle w stolicach są główne lotniska, choć akurat to zdjęcie pochodzi z pierwszego pobytu w Bangkoku.

Miasto to ma różne oblicza – trudno, żeby przy tym rozmiarze mogło być inaczej. Jednak centrum, szczególnie w godzinach szczytu, jest bardzo ruchliwe. Zmysły turysty atakowane są chyba w każdy możliwy sposób – dźwiękami, zapachami, obrazami i ruchem (zmysł dotyku działa w dużym tłumie). Pomyślałem sobie, że przechylenie aparatu zwielokrotni wrażenia, podkreśli kołowrót, kociokwik i harmider, które tam panują.

Lubie!
0

Idą słonie

Słonie w Surinie

Są dwie główne metody opisu sytuacji czy zdarzeń. Można zacząć od widoku ogólnego, by odbiorca od razu wiedział, z czym mamy do czynienia, a potem opisywać mniejsze fragmenty czy szczegóły. Drugi sposób polega na przedstawieniu różnych detali i potraktowania ich jako punktu wyjścia do ukazania całości.

Że święta słoni pokazałem do tej pory trzy zdjęcia, ale tak się złożyło, że przedstawiały różne szczegóły, były swoistym preludium do pokazania, jak wyglądało święto słoni w Surinie. Dziś mamy przeskok do końcowej parady. W tle widać dekoracje militarne, bo była też prezentacja bitwa, ze słoniami w charakterze czołgów. Ale to innym razem.

Lubie!
0

Szesnaście ramion, dwie głowy

Sala Keoku

Te dwie damy spotkaliśmy w Sala Keoku, parku dziwnych rzeźb. Nie udało się uścisnąć żadnej z widocznych na zdjęciu szesnastu rąk.

Lubie!
0

Długi nos

Słoń w Surinie

Do Surinu przygnało nas święto słoni. Przyjechaliśmy trzy dni wcześniej, znaleĹşliśmy hotel i ruszyliśmy na miasto. Tego samego dnia (a w zasadzie wieczoru) widzieliśmy cztery słonie. Turystów raczej nie było.

Szaleństwo zaczęło się następnego dnia, bo wtedy odbyła się parada. Była też impreza na stadionie – i to podwójna, bo raz próba generalna, raz właściwa. Próba była darmowa, impreza płatna, ale i z tym można było sobie poradzić. Ale o tym innym razem.

Lubie!
0

Miara postępu

Jedzenie w Bangkoku

Na pierwszy rzut oka cywilizacja wiąże się z postępem, oświeceniem i ogólnie pozytywami. Ale jak się dobrze zastanowić, są i minusy. Jednym z nich jest dostępność taniego, smacznego i lokalnego jedzenia.

Tendencja jest prosta – im bogatszy, bardziej cywilizowany, tym mniej jest straganów z przekąskami i tanich barów. A jeśli już są, to prezentują międzynorodowy standard, czyli hotdogi, hamburgery, frytki czasem kebab czy pizza. Tymczasem w wielu krajach, w których cywilizacja za mocno się nie rozpanoszyła, można tanio i dobrze zjeść nieomal na ulicy.

W Rosji (choć oczywiście częściej tam, gdzie cywilizacji mniej, czyli na prowincji) i niektórych krajach byłego ZSRR można kupić czeburiaki czy pirażoki (z zewnątrz jakieś ciasto, w środku jakieś nadzienie – mięsne, jajeczne, kapuściane czy ziemniaczane). W Boliwii były tukamany, w Argentynie (choć dość cywilizowana) empanady. Do jedzenia można doliczyć też napitki: w Etiopii delektowaliśmy się sokami z mango a w Indiach lassi.

W Tajlandii typowych lokalnych przekąsek nie stwierdziliśmy, choć na potrzeby turystów smażono naleśniki z bananami, rozłupywano kokosy itp. Za to pełno było ulicznych knajpek z jedzeniem. Wybór był spory, jedzenie smaczne (choć zdarzało się za ostre) i tanie. Jeszcze jednego nie można mu odmówić – bardzo kolorowe.

Lubie!
0

Mała zaciszna plaża

Tajlandia, okolice Koh Lipe

Czego się szuka w Tajlandii? Jest kilka dobrych odpowiedzi. Wśród nich (np. egzotyki, jedzenia, seksu) z pewnością jest taka: słońca, plaż i morskiej wody.

Gdy prawie 9 lat temu odwiedziliśmy ten piękny kraj, przewodnik (papierowy) twierdził, że da się jeszcze znaleźć piaszczyste plaże, na których nie ma turystów. Nie nastawialiśmy się jednak na takie poszukiwania – z pewnością niełatwe. Na początek namierzyliśmy Koh Tao (koh to po tajsku wyspa), gdzie Gosia zrobiła kurs nurkowy.

Potem wybór padł na Koh Lipe. Wyspę szczególną, bo położoną na terenie parku, ale wyłączoną spod niego. Należała do prywatnych właścicieli, morskich Cyganów (nie, choćby nie wiem jak starali się zwolennicy poprawności politycznej, nie da się powiedzieć morskich Romów). Była tam niezbyt bogata infrastruktura, trochę chatek, przystanie, szkoła, domy. My zamieszkaliśmy w namiocie na plaży (bo było najtaniej).

Wyspę można było przejść w kilkadziesiąt minut, a było warto, bo po drugiej stronie było dogodne stanowisko do obserwacji życia morskiego (wystarczyło zanurkować z maską). Skorzystaliśmy też z możliwości zanurkowania. Wypad nurkowy prowadził Holender. Mówił, że płacą mu marnie, ale liczy się wygodne życie – słońce i plaża.

I tu dochodzimy do konkluzji – 9 lat to szmat czasu. Już jakiś czas temu zauważyłem, że Koh Lipe ma stronę WWW. No cóż – to jeszcze nie zbrodnia. A pisząc ten tekst popatrzyłem, co widać na zdjęciu satelitarnym. Na tej stronie, gdzie chodziliśmy się kąpać i jeść (ja np. lubiłem smażonego kurczaka z nerkowcami) widać teraz wielki ośrodek.

A czy w Tajlandii są jeszcze małe plaże bez tłumu turystów? Wątpię.

Lubie!
0

Co tu zjeść

Tajska knajpkaW niektórych krajach wszystko, co do tej pory wiemy i znamy, przestaje mieć znaczenie. Choćby w Chinach, gdzie stajemy się bezradni wobec napisów. Tajlandia była ostatnim krajem w czasie długiej podróży po tamtej części Azji, a okazało się, że doświadczenie z Chin, Laosu, Kambodży i Wietnamu nie pomoże nam w zamawianiu posiłków.

Ze mną nie było problemu, mogłem jeść wszystko (o ile nie było za ostre). Ale Gosia nie je mięsa. W Tajlandii praktycznie nie spotykaliśmy anglojęzycznych menu, słowniczek nic nie dawał, a i przyglądanie się potrawom niezbyt pomagało. W desperacji próbowałem robić zdjęcia ulicznym budkom (bo miały wywieszona nazwę swojej głównej potrawy) i pytać o tłumaczenie w informacji turystycznej, ale chyba nie zostałem zrozumiany. Pozostawało branie na wyczucie i zgadywanie, czy to mięso, czy nie. Bo nierzadko nawet nie dawało się tego stwierdzić organoleptycznie.

Ostatecznie z głodu nie umarliśmy, bo jakoś zawsze dawało się coś wybrać, ale długo mieliśmy z tym problemy. A jedzenie często wyglądało tak: kawał czegoś, z czego odkrawane były jakieś kawałki, do tego ryż i sos. Przyprawy tuszowały prawdziwy smak składników. A i tak do dziś Tajlandia kojarzy się z ryżem z warzywami, jajkiem (obowiązkowo czosnkiem i sosem sojowym) smażonym na ulicy niedaleko hotelu. Pychota!

Lubie!
1