Dolina skał

Dolina skał, czyli po hiszpańsku Valle de las rocas, to grupa skał (a jakże) wystających ponad zupełnie płaskie najbliższe otoczenie. Skałki mają po 20-30 metrów, a dzięki erozji tworzą najdziwniejsze kształty. Co je tak „wycięło” z otoczenia? Trudno powiedzieć. Na pewno nie woda. Być może to pozostałość lawy, bo teren obfituje w niegdyś dymiące stożki? Z drugiej strony sama skała wygląda mało wulkanicznie.

Ale abstrahując od tych rozważań – wyglądają bardzo ciekawie.

Lubie!
0

Triumf

O łuku triumfalnym napisałem przy okazji prezentacji zdjęcia przedstawiającego coś zupełnie innego. Teraz dodam, że w anglojęzycznym artykule w Wikipedii przeczytałem, że łuk powstał dla uczczenia żołnierzy poległych podczas walk o niepodległość z Francuzami oraz podczas drugiej wojny światowej. Po przejęciu władzy przez komunistów, został nadany mu nowy sens – ma czcić komunistów. Z artykułu nie wynika, co dokładnie, ale podejrzewam, że chodzi o wygranie rywalizacji o kraj przez komunistyczny ruch Pathet Lao w 1975 roku.

Cóż – zawsze lepiej zmieniać tabliczki niż burzyć…

Lubie!
0

Prawie jak…

Księżycowa dolina (Valle de la Luna) to część pustyni Atakamy, która – jak to pustynia – jest sucha jak pieprz i składa się prawie wyłącznie ze skał (piasek to też skała). Z San Pedro de Atacama organizowane są tam wycieczki. Jest zjeżdżanie z wielkich wydm na desce, jest oglądanie zachodu słońca.

W księżycowej dolinie turyści oglądają ciekawe formacje skalne. Wyglądają „prawie” jak te ze słynnego kanionu z USA.

Lubie!
0

Powtórka z rozrywki

Chciałem napisać, że to ostatnie zdjęcie z podróży z Luang Prabangu do Vang Viengu, ale jednak nie. Jeszcze w tym roku pojawi się kolejne, tym razem ostatnie.

Lubie!
0

Zamiast soli

Ostatnio pisałem o krabach, które napotkaliśmy na tajskich wyspach. Dziś ponownie krab, ale z pewnością inny gatunek. Ten biegał na golasa, jego obroną było maskujące malowanie. Gdy się nie ruszał, był prawie nie do zauważenia na tle piasku.

Zdjęcie pochodzi też z innego kraju, bo z Wietnamu. Tam raczej się nie wylegiwaliśmy na plażach, ale raz wypożyczyliśmy motocykl i pojechaliśmy nad morze. Wcześniej przez 1,5 miesiąca byliśmy głównie w górach. Nad morzem miało być zbieranie soli, ale chyba się spóźniliśmy.

Lubie!
0

Ruchoma praca

Jedną z atrakcji, którą odwiedzają turyści podczas wycieczek do delty Mekongu, jest targ na wodzie. Podobne odbywają się też w Tajlandii, ale podobno tamte to podpucha dla turystów, a ten jest autentyczny. Tak czy inaczej – rzeczywiście były łodzie z towarem i handel odbywał się na rzece.

Na rzecze nie ma budek z bigosem czy pierogami, ale oczywiście handlujący mogą się posilić. Gastronomię zapewniała zdaje się m.in. ta pani. We Wietnamie zwyczaje kulinarne są inne niż u nas – najlepiej schodzą zupy serwowane nie w talerzach, ale w widocznych na zdjęciu miseczkach. Gar wygląda swojsko, mógłby być w nim żurek albo bigos.

 

Lubie!
0

Za kulisami

Na tajlandzką wyspę Ko Tao jedzie się w zasadzie w jednym celu: żeby zrobić licencję na nurkowanie (PADI). Ja byłem wyjątkiem, bo towarzyszyłem osobie, która robiła kurs, więc zamiast słuchać wykładów i szkolić się praktycznie włóczyłem się po wyspie.

Rajskość Ko Tao to w dużym stopniu ułuda. Gdy się spogląda z zewnątrz, widzi się plaże i ośrodki. Wewnątrz wyspy jest samo życie – kiepskie drogi, śmieci, szpetne budynki. Z drugiej strony można powiedzieć, że to nieodłączny składnik turystycznej rajskości: wyglancowany front, zapuszczone zaplecze.

Lubie!
0

Trzecia setka

Na zaprzyjaźnionym blogu opublikowano niedawno wpis numer 1001. Ja jestem trochę gorszy, ale myślę, że też mogę się pochwalić zacnym numerem, mianowicie ten wpis jest trzechsetny. Początkowo publikowałem nawet dwa razy na tydzień, potem jakoś przybyło różnych obowiązków, brakło więc czasu na dodawanie postów więcej niż raz na tydzień. I myślę, że tak już pozostanie.

Powyższe zdjęcie pochodzi z drogi z La Paz do Rouranabaque – krętej, pełnej emocji i wspaniałych widoków.

Lubie!
1