McDolar’s

Gdy odwiedziliśmy Argentynę w 2005 roku, kryzys teoretycznie był już za nią. Rozpoczął się pod koniec 2001 roku, a jego zewnętrznym objawem była odmowa spłacania przez Argentynę zobowiązań finansowych wobec podmiotów zewnętrznych. Technicznie rzecz biorąc było to więc bankructwo. Ale oczywiście państwa nikt nie rozwiązał, trwało, próbowało się reformować i ok. 2003 r. zaczęło wychodzić na prostą.

W 2005 r. było już całkiem dobrze, choć skutki kryzysu nadal było widać. Jako że USA się z Argentyną średnio lubiły (od czasów lewicowego Perona), to i z drugiej strony raczej nie było sympatii.

Powyższe graffiti nie jest stricte antyamerykańskie. Jest wymierzone w konsumpcjonizm, pogoń za pieniądzem czy wręcz w kapitalizm. Ale jako że zarówno McDonald jak i dolary to wytwory amerykańskie, to myślę, że nie pomylę się mocno, jeśli uznam je za brak sympatii wobec USA.

Lubie!
0

Pszczółka

To jedno z najstarszych zdjęć prezentowanych tutaj. Zrobiłem je w 2004 moim pierwszym cyfrowym aparatem, Canonem A80. Seria A była raczej przeznaczona dla amatorów, ale aparaty potrafiły robić zdjęcia.

„Małpy” Canona w większości miały tryb makro, ale to zdjęcie powstało z dodatkową soczewką. Sam aparat miał matrycę 4 megapiksele, czyli teoretycznie marnie. Jak widać, nawet takim sprzętem można było zrobić dobrą fotkę.

Lubie!
0

Datsun się nie zepsun

W 2006 powstał film „Auta”. Gdyby nie był animowany, pewnie zostałby obsypany „normalnymi” nagrodami, bo historia, którą przedstawiał chwytała za serca, a opowiedziana była po mistrzowsku. I jak to we współczesnym przemyśle filmowym, producenci poszli za ciosem, tworząc kolejną część oraz serial.

W „Autach 2” oraz „Bujdach na resorach” bohaterem był Złomek, postać drugoplanowa w „Autach”. „Bujdy na resorach” to małe perełki z czasem absurdalnym poczuciem humoru i nawiązaniem do różnych znanych filmów oraz książek.

W „Japońskim Złomku” tytułowy bohater spotyka japoński samochód, który wymaga holowania. Wita go zdaniem, którego współczesny widz raczej nie zrozumie: „Datsun się zepsun?”.

Na polskich drogach aut tej marki nie ma od wielu, wielu lat. Ale jak widać w Peru jest (było?) inaczej. W trudnych tropikalnych warunkach Datsun służył wiernie. Służba to była raczej ciężka, bo z asfaltem tam krucho, w powietrzu wilgoć, a kierowcy pewnie się z samochodami nie certolą.

Lubie!
0

Przeprosiny

Ostatnio pojawiła się informacja, że Meksyk chce przeprosin od Watykanu i Hiszpanii. Ciekaw jestem, czy przeprosiny się pojawią, bo w sumie nic nie kosztują, po tylu latach mają wymiar jedynie symboliczny. A wina poproszonych o ukajanie się nie budzi wątpliwości (a raczej tych, których spadkobiercami są Franciszek i władze Hiszpanii).

Peru, Boliwia czy w zasadzie każdy kraj Ameryki Południowej czy Środkowej mógłby wystąpić z podobną prośbą. Wszak by wybudować kościół widoczny na zdjęciu, trzeba było wcześniej zburzyć świątynię Inków, a ich samych pozbawić kultury (której ważną częścią była religia).

Warto o tym pamiętać, bo zwiedzając tamte kraje, stąpamy po kościach tych, którzy zginęli podczas konkwisty…

Lubie!
1

Wiecznie żywy…

W znakomitej książce „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” Swietłana Aleksijewicz bardzo sugestywnie i z perspektywy ludzi radzieckich opisuje koniec ZSRR. Jej książka to praktycznie zapis wypowiedzi obywateli Związku Radzieckiego zarejestrowanych w czasie przełomu – likwidacji naszego wschodniego sąsiada.

Gdy odwiedziliśmy Kirgistan w roku 2004, ZSRR od ładnych paru lat nie było. Jednak jak się łatwo domyślić, likwidację państwa da się zrobić, ale zmienić mentalności ludzi go zamieszkujących to zupełnie inna sprawa.

Wtedy, w 2004 pomniki Lenina jak postawili, tak stały. Po rosyjsku można się było dogadać wszędzie. Mimo, że 88% stanowią muzułmanie, to bynajmniej nie ma tam tylu abstynentów. A tęsknotę za CCCP było widać choćby właśnie w sklepach sprzedających gorzałkę.

Lubie!
0

Podejdź no do płota…

Podszedłem do płota… ale za nim nie było laotańskiego Kargula tylko pole ryżu. Prawie gotowego do zbiorów.

Lubie!
0

Utrata twarzy

Pani ze zdjęcia utraciła połowę twarzy. Nie wiem, czy w Kambodży też to obowiązuje, ale niedaleko, bo w Tajlandii jak najbardziej – można stracić twarz.

Z grubsza oznacza to to, co wynika z samej nazwy. Jeśli ktoś się znajdzie w sytuacji krępującej (z winy własnej lub czyjejś), traci twarz. Dla Taja (z tego co wiem także np. dla Chińczyka) to sytuacja wybitnie niekomfortowa i w zasadzie osoba, która ma na to jakiś wpływ, powinna starać się, by to się nie stało. Mówię tajemniczo? Ot choćby gdy wytkniemy komuś publicznie błąd. Nie wiem, czy zrobienie tego dyskretnie, na osobności, zmienia sytuację, ale w obecności innych osób – utrata twarzy gwarantowana.

U nas taka sytuacja to oczywiście pewien dyskomfort (kto lubi publicznie wychodzić na durnia?), ale przecież drobne potknięcie czy niedociągnięcie przyjmujemy spokojnie. Dla Taja to koniec świata.

Lubie!
0

Żmijowata matrioszka

Zdjęcia z tego miejsca prezentowałem nie raz. Z tego co widzę, więcej nie będę. Tym razem kobieta-wąż opleciona kobietami wężami. Coś jakby matrioszka, tylko że poziom zagłębienia jest tylko jeden.

Lubie!
1

Wstawki z polietylenu

O wycieczce do Sambor Prey Kuk pisałem już kilka razy. Oprócz ruin, które były naszym głównym celem, widzieliśmy wiele po drodze. Wtedy (podejrzewam, że nadal jest podobnie) Kambodża to był bardzo słabo rozwinięty kraj. W miastach było z grubsza wszystko, włącznie z kafejkami internetowymi. Wsie wyglądały jednak baaardzo tradycyjnie. Owszem widać było nowoczesne wstawki, jak rury z polietylenu, ale chatki czy metody uprawy roli nie zmieniły się zbytnio od przynajmniej kilkudziesięciu, a może i więcej lat.

Lubie!
0

A ceny rosną…

O Ko Tao pisałem kilka razy. Wtedy była to wyspa, na której się nurkowało, dość często robiło kurs nurkowy. Podejrzewam, że wiele się nie zmieniło od tamtego czasu.

Na zdjęciu widać, że do atrakcji należały także wycieczki łodzią wokół wyspy (w lewym dolnym rogu jest reklama). Ceny – zależnie od opcji – wahały się w okolicach 500-600 bathów. Inflacja w Tajlandii zwykle nie przekracza 5%, co uzasadnia ok. dwukrotny wzrost cen. Jak znalazłem w Internecie, obecnie ceny są cztery razy wyższe. Kurs do euro przez ten czas trochę fluktuował, ale drastycznie się nie zmienił.

Z tego wynika, że podróżowanie do Tajlandii nie jest takie tanie jak kiedyś…

Lubie!
0