Koło

Ko 411 zdjęciach, 15 zdjęć przed końcem zataczamy koło. Zacząłem od zdjęcia trzech wielbłądów spod Muztaghaty. Tu są chyba cztery, ale miejsce i czas są te same. Moje koło jest wirtualne, bo zrobienie koła wokół Muztaghaty to przebycie 100 kilometrów!

Muztaghata z jednej strony jest relatywnie łatwa do zdobycia, z drugiej jest stroma ściana. Praktycznie 100% wejść jest od zachodu, a gdy 10 lat temu szukałem informacji na ten temat, pokonanie ściany zachodniej udało się jednej ekipie.


Lubie!
0

Rowerowy zawrót głowy

Są na ziemi miejsca, w których czas stoi, a przynajmniej płynie leniwie. Nie należą do nich Chiny, a w szczególności miasta (na chińskiej wsi nie byłem). Tam zmiany – by tak rzec – galopują. Obraz Chengdu, jaki mam w pamięci, pewnie jest już mocno nieaktualny.

W 2005 roku – jak wydać na załączonym obrazku – rowery były mocno w użyciu. Sporo było też skuterów, w tym trochę elektrycznych. Coś, co jeździ samo, jest wygodniejsze, z pewnością ma element nowoczesności (w stosunku do zwyczajnego roweru). Oczywiście rower nie śmierdzi, daje odrobinę lub więcej ruchu, ale kto by się tym przejmował.

Zdaje się, że obecnie Chiny stawiają mocno na elektromobilność, ale rowery chyba trzymają się nieźle. Nawet próbowano wdrażać tam opcję rowerów na godziny. Skończyło się marnie.


Lubie!
0

Taka tradycja

Zdjęcie z interesującymi przebierańcami z drogi krzyżowej w Boliwii już pokazywałem. Dziś zbliżenie na czapkę jednego z nich. Wygląda przedziwnie, nam kojarzy się z Ku-Klux-Klanem. Tymczasem to tradycja hiszpańska, przeszczepiona za Atlantyk przez kolonizatorów. Także noszenie figur przybyło z Hiszpanii. Jak widać kolorystyka jest nieco inna, ale ogólne wrażenie – bardzo zbliżone.

Lubie!
0

Od tyłu z kamerą

Tydzień temu był Angkor z bliska, tym razem jego najważniejsza budowla, Angkor Wat, z pewnej odległości. Angkor Wat ma kształt kwadratu. Taki jest z grubsza obrys budynków okolonych kwadratową fosą. Przez wodę prowadzi most, a właściwie wał ziemny, przez który codziennie setki, jeśli nie tysiące, turystów przechodzą, by obejrzeć tę najważniejszą pozostałość po dawnym państwie Khmerów.

Jest też druga przeprawa, znajduje się z drugiej strony, a od budynków Angkor Watu jest oddzielona lasem. Zdawało mi się, że nikt z niej nie korzysta, bo ja, gdy byłem w Angkorze, nie trafiłem tam. Postanowiłem jednak sprawdzić w Google Street View, czy będą jakieś zdjęcia i… Okazuje się, że można odbyć wirtualny spacer po całej budowli, wchodząc także od tyłu. Wot, tiechnika…


Lubie!
0

Ściana

Angkor pojawiał się na tym blogu wielokrotnie. Nic dziwnego, ruiny są fascynujące i bardzo różnorodne. Oczywiście do stwierdzenia tego faktu potrzeba jest odrobina zaangażowania. Gdy my zwiedzaliśmy ten najbardziej znany zabytek Kambodży, kupiliśmy bilety tygodniowe. Pod koniec tego czasu nadal nie mieliśmy dość. Nasze znajome zaplanowały na to samo trzy dni, a po drugim stwierdziły, że widziały wszystko i ostatni dzień to strata czasu.

Angkor jest bardzo różnorodny, choć na pierwszy rzut oka wszystko to kamienie. Ale oprócz tego, że same budowle nie są identyczne, to można je odwiedzać w różnych porach dnia. Południe najlepiej sobie darować (temperatury!), choć wtedy jest szansa na brak tłumów. Za to poranki i zachody – palce lizać. Niebezpieczeństwo zasłonięcia słońca przez chmury jest niskie, co oznacza sporą szansę na ładne światło i niesamowity klimat.

Lubie!
0

Wieczorna małpka

O wycieczce na boliwijską pampę już parę razy było. Powyższe zdjęcie pochodzi z pierwszego dnia, a konkretnie jego końca. Na początku płynęliśmy po rzece od miejsca rozpoczęcia wycieczki do miejsca, w którym mieliśmy nocować. Oczywiście po drodze oglądaliśmy, co było do obejrzenia. I pod koniec tej podróży podpłynęliśmy do drzewa, na którym siedziały sobie małpki. Nie bały się, chętnie brały od nas np. banany. Z pozowaniem tez nie było problemu, jedyne co utrudniało fotografowanie, to zachodzące słońce (mało światła).

Lubie!
0

Zmarszczki

Pustynie bywają różne, o czym już wspominałem. Są piaszczyste, kamieniste, solne czy… śnieżne. Oczywiście najczęściej bywają mieszane, szczególnie na obrzeżach.

Atacama jest piaszczysto-kamienista, choć nie wygląda jak najczęściej kojarzona Sahara. Piasek nie jest żółty, ale ciemny, szary. Ale zmarszczki, pomijając kolor bywają takie same. Bywają, bo – z tego co zdołałem zaobserwować – są tam raczej dość rzadkim widokiem.


Lubie!
1

Ostatni grobowiec

O wycieczcie w okolicach Hue było i to wielokrotnie. Było, ale już nie będzie. To ostatnie zdjęcie z tego wydarzenia. Fotka pochodzi z początku wycieczki. Niedługo przedtem oglądaliśmy cmentarz – stary, ale mimo wszystko nie zapuszczony. Więc budowla ze zdjęcia raczej nie jest jego częścią. Ale gdzie ją zrobiłem? Chyba pozostanie to zagadką na zawsze.

Lubie!
0

Miasto Inków

Kilka razy wspominałem, ze Cusco to nasze ulubione miasto w Peru. Ma klimat jak żadne inne. Nic dziwnego, wiele budynków pamięta dane czasy, niektóre (przynajmniej częściowo) nawet te sprzed przybycia Hiszpanów.

Trudno orzec, czy akurat te kamienie są tak stare, jak najstarsze inkaskie jeszcze fundamenty. Do tego rura, którą widać na zdjęciu, prawdopodobnie jest dodana później. Nie wiem, czy Inkowie mieli w domach kanalizację, ale ogólnie to znali ten wynalazek, bo wodę sprowadzali czasem z odległych gór.

Lubie!
0