Zamiast żółwi

Tajlandia słynie m.in. z morza i plaż. I w naszej podróży nie mogło ich zabraknąć. Byliśmy na Ko Lipe, Ko Tao i jednej czy dwóch pomniejszych plażach. Odwiedziliśmy też Ko Tarutao. Atrakcją miały być rozmnażające się żółwie, ale szybko okazało się, że to nie ta pora roku. Nie było rozczarowania, bo doczytaliśmy ten drobiazg przed dotarciem na miejsce.

Wyspa jest częścią parku narodowego, ale można tam mieszkać – w domkach lub w namiocie. Żółwi nie widzieliśmy, za to często odwiedzały nas kraby. Oto jeden z nich.

Lubie!
0

Tylko droga

Kiedyś Marek Kamiński powiedział, że celem jest droga. W tym twierdzeniu coś jest, bo jeśli do czegoś się dąży powoli, mozolnie, to ta droga rzeczywiście trwa i jest wartością samą w sobie. Jeśli coś przychodzi łatwo, drogi nie ma, a to, co jest na końcu, ma mniejszą wartość. Przykład? Wejdźmy na górę o własnych siłach, w pocie, chłodzie, z bólem mięśni, głowy, otarciami itp. Ale satysfakcja będzie. Jeśli nas tam wwiozą helikopterem, owszem – widoki, powietrze, wiatr we włosach, selfie. Ale ślad, jaki w nas zostawi to wydarzenie, szybko się ulotni.

Będąc w Wang Wiengu, odwiedziliśmy niedalekie jaskinie. Jednak nie pokażę dziś jaskini, a – zgodnie z powyższym wywodem – zdjęcie zrobione po drodze. Nie była tak satysfakcjonująca, ale i tak pamiętam z niej chyba więcej niż z oglądanych potem jaskiń.

Lubie!
0

Krople na szkle

To nie pierwszy raz, że zdjęcia z tego samego miejsca lądują po sobie. Znowu przedstawiam zdjęcie z wodospadów Iguazu, ale tym razem jesteśmy bliżej wody. Na tyle blisko, że – kto wie – może pył wodny leciał na aparat i obiektyw. W takiej sytuacji trzeba chronić przynajmniej przednią soczewkę. Aparatowi raczej nic się nie stanie, nawet jeśli nie jest wodoszczelny, ale jeśli zamoczymy szkło, zdjęcia po prostu nie wyjdą. Warto więc trzymać dekielek na obiektywie, jak najwięcej kadrować w głowie, a potem szybko robić zdjęcia.

Lubie!
0

Przez tęczę

Wodospady Iguazu były już wiele razy – z bliska, z daleka, trafiła się też tęcza. W zasadzie użyłem złego słowa, bo tęcza jest tam praktycznie cały czas (o ile jest słonecznie). Woda spada bez przerwy, w powietrzu unoszą się jej kropelki, promienie słońca (o ile są) rozpraszają się. Wszystko jest kwestią odpowiedniego kąta obserwacji.

Lubie!
0

Pochmurno

Z kambodżańskiej stolicy nie opublikowałem do tej pory zbyt wielu zdjęć, choć kilka było. Wyglądały zgoła inaczej, bo wszystkie były zrobione w słońcu z soczystymi barwami. Ale pogoda wtedy była kapryśna. Więcej było chmur niż słońca, deszcz padał regularnie. Tego dnia po południu (sprawdziłem inne zdjęcia) niebo było zasnute i wszystko było szare. Swoje zrobiła też kałuża, więc Phnom Penh na tym zdjęciu wygląda nieszczególnie atrakcyjnie.

Lubie!
0

A jednak się kręci

Zdanie z tytułu używamy w kontekście ruchu Ziemi wokół Słońca, bo i tego się tyczyło pierwsze jego wypowiedzenie. Ale metaforycznie może posłużyć do podkreślenia każdego ruchu obrotowego, a nawet nie tyle obrotu, co cyklu.

Powyższe zdjęcie oddaje cykl życia i śmierci. Ludzie zbudowali świątynie, które „żyły” przez jakiś czas. Najpierw umarli wznoszący je ludzie, potem społeczność, której służyły, potem one same. Ale życie trwało, bo wziął je w posiadanie las i oplotły je drzewa. One też nie są wieczne i choć niektóre z nich trwają, to część konarów czy też korzeniu uschła. A że w przyrodzie śmierć to tylko początek kolejnego obrotu w cyklu życia, po martwym korzeniu wspina się nowy zielony pęd.

I tak będzie to trwać długo, chyba że człowiek zniszczy las, budując w jego miejsce np. fabrykę. Ona jest pozornie martwa, ale może kiedyś też zostanie porzucona, a wtedy zapewne wiatr nawieje nasion, które zaczną kiełkować. I tak będzie się kręcić jeszcze długo….

Lubie!
0

Prawie kopia

Tytuł odnosi się do zdjęcia z wpisu, w którym raz już pisałem o olbrzymich kamiennych dzbanach (amforach?) z Laosu. Gdy wybierałem te zdjęcia parę lat temu, po prostu brałem te, które mi się podobały. Przypadkiem znalazły się dwa prawie identyczne ujęcia – no cóż, niech już zostaną. Amfory są wszak tak ładne, że można na nie spojrzeć jeszcze raz, nawet jeśli ujęcie jest prawie identyczne. Różnica w numeracji klatek to 3, więc powstały prawie że po sobie.

Lubie!
0

Lepioszka

W zeszłym tygodniu przypadkiem przeglądałem stare zdjęcia i natrafiłem na fotografie, o których opowiadałem w ostatnim wpisie. Wracaliśmy spod Piku Lenina i samochód zatrzymał się gdzieś na stepie. Już nie pamiętam po co czy dlaczego. Ale zjedliśmy coś w jurtach (zupę, która gotuje się na pierwszym zdjęciu) i widzieliśmy też pieczenie lepioszek w warunkach jurtowych.

Lubie!
0

Pieczątka

Widoczne na zdjęciu dziwne stemple z piórek pierwszy (i ostatni) raz widzieliśmy w Kaszgarze. Wcześniej, w Kirgistanie, napotkaliśmy ich uwspółcześnione wersje, które widoczne są w lewym dolnym rogu. Końcówki piór zastąpiono w nich drucikami (może gwoździkami) osadzonymi w drewnianym korpusie.

A do czego służy ten przyrząd? Do ozdabiania lepioszki, płaskiego chleba popularnego w tamtej części Azji. W warunkach stacjonarnych ciasto jest przyklejane do półokrągłego wnętrza pieca (wisi na suficie), w jurcie na stepie widzieliśmy metalową kozę, na niej coś jak gigantyczny wok, a lepioszki były klejone od środka, ale nie wisiały. No i wbrew temu, co pisze Wikipedia, daje się do niej drożdże, przynajmniej czasami.

Lubie!
0