Kamienny słoń

382DSC_1881Wydawało mi się, że temat stary, że o tym już było wyczerpująco. Ale nie, więc krótko opowiem: w Hue wypożyczyliśmy rowery i tym sposobem udało nam się uciec ze szponów wietnamskiego przemysłu turystycznego. Jego głównym celem jest trzymać turystę pod kontrolą przez cały jego pobyt. Nie chodzi tu o ukrywanie czegoś, pokazywanie wersji oficjalnej (jak np. w Korei Północnej), ale o to, by nie wydawał pieniędzy sam i nie oszczędzał. Ma wydać więcej i w taki sposób, jaki chcemy (tzn. chcą oni).

A więcej uzyskuje się przez podwójne menu (dla miejscowych i dla frajerów), brak targowania (baaardzo to trudne, po prostu nie chcą), brak informacji turystycznej (żeby zaplanować wyjazd samemu, trzeba pojechać za miasto i sprawdzić godziny odjazdu autobusów – nikt tej informacji nie udzieli). Za to są zorganizowane wycieczki i autokary obwożące turystów zaplanowaną trasą. Nie powiem – wygodne to i tanie, ale w rezultacie wszyscy dostają prawie ten sam produkt. A czy o to chodzi?

Najlepszego w Nowym Roku!

Lubie!
1

Ekspresowe usługi wulkanizacyjne

PilcopataZachwalałem tu parę razy zbaczanie z utartych ścieżek. Podczas pobytu w Ameryce Południowej klika razy zrobiliśmy takie grubsze zejście ze standardowych szlaków. Jednym z nich była próba przepłynięcia (nie wpław – łodziami) przez Amazonię. Akurat wyszło nam, że z Peru, z Pilcopaty można dostać się na raty do Brazylii. Co prawda przewodnik przestrzegał, że transport jest nieregularny, ale postanowiliśmy spróbować.

Emocji było co niemiara, ale o tym opowiem przy innej okazji. Gdy wróciliśmy do Pilcopaty (jak łatwo się domyślić, nie przedostaliśmy się tam, gdzie chcieliśmy), mieliśmy jeden wieczór, bo rano odjeżdżał autobus do Cusco. Chodziliśmy więc o małym, nieomal zagubionym w dżungli miasteczku i obserwowaliśmy.

Na przykład papugi, które tłumnie przelatywały z lewa na prawo czy też z prawa na lewo – już nie pamiętam kierunku. Potwierdziło się powiedzenie, że papugi latają parami, bo zawsze na niebie były podwójne punkciki.

A ekspresowe usługi wulkanizacyjne? Brzmi o tyle ciekawie, że w takich miasteczkach wszystko jest senne i powolne. Pilcopata miała przynajmniej połączenie drogowe ze światem, więc nie była aż tak odległym miejscem, ale gdy spojrzy się na Polskę A.D. 2013, tamten spokój i brak pośpiechu wydają się czymś z innej planety.

Lubie!
0

Zdumienie

Uliczny sprzedawcaJedną z lepszych okazji do robienia zdjęć w podróży są różnego rodzaju „imprezy” – uroczystości, festiwale. Często dla takich wydarzeń nawet jedzie się w jakieś miejsce, sprawdziwszy wcześniej w kalendarzu. My mieliśmy szczęście kilka razy i trafiliśmy na coś, o czym nie wiedzieliśmy. W Etiopii, w Indiach (dwa razy), w Wietnamie, w Boliwii.

Właśnie z tego ostatniego kraju pochodzi dzisiejsze zdjęcie. Powstało ze skierowania obiektywu w bok – bo wydarzenie właściwe dopiero zbierało się w sobie do wystartowania, ale też dla tego, że takie „boczne” kadry to wydarzenia same w sobie. To migawka z mikrokosmosu codziennych zdarzeń, które – gdy w nich tkwimy – wydają się nudne, wręcz rutynowe. Dopiero osoba z zewnątrz jest w stanie je docenić i wyłowić. A przynajmniej robi to dużo łatwiej. Dlatego też uważam, że w danym miejscu warto robić zdjęcia od razu, kiedy nasze zdumienie jest największe, mamy największą czułość wyłapywania ciekawych widoków. Druga faza pstrykania to okres, kiedy zapoznaliśmy się z tematem i *wiemy* co jest ważne, reprezentatywne dla tego tematu. Ważna jest i faza pierwsza i druga. Dopiero gdy je połączymy, uzyskamy kompletny zestaw zdjęć ilustrujący dany temat.

Lubie!
0

Kosze, koszyki i koszyczki

Kosze, koszyki i koszyczki - Wietnam, HanoiNo proszę, zaplątało mi się jedno pionowe zdjęcie… Ale do rzeczy. Stare miasto w Hanoi jest bardzo malownicze. Najgorszą rzeczą przy pierwszym kontakcie było to, że ulice zmieniają nazwy. Idziemy ulicą o jakiejś nazwie, po chwili na murach pojawiają się tabliczki z innymi napisami, by ponownie się zmienić. Zdaje się, że do nazw dodawane są fragmenty oznaczające początek, środek i koniec ulicy. Ale w taki dziwny sposób, że poszczególne nazwy nie są do siebie podobne. Na mapach (przynajmniej naszej) niestety są tylko „główne” nazwy, co bardzo utrudniało orientowanie się w terenie.

Na zdjęciu widać rower, do niedawna główny środek lokomocji w Wietnamie. Ale już gdy my tam byliśmy, stracił palmę pierwszeństwa na rzecz motocykli. Rzecz jasna chińskich, bo na japońskie nikogo nie było stać. Horrorem jest jazda – doświadczyliśmy tego, wypożyczając motocykl. Czekało na nas wiele niespodzianek – ryż suszony na asfalcie, ciężarówki nie zważające na motocyklistów, po zmroku inni motocykliści, którzy używanie światła uważają za ekstrawagancję. To wszystko poza miastem. W mieście, w godzinach szczytu obok siebie jedzie pięć, sześć pojazdów, czyli odległości między motocyklami (zarówno z boków jaki przed oraz za) wynoszą po kilkadziesiąt centymetrów.

Lubie!
0

Laos na rowerach

Laos na rowerachNie, nie – nie zwiedzaliśmy Laosu na rowerach, przynajmniej nie całego. Rower wykorzystywaliśmy tu i ówdzie, a akurat to zdjęcie powstało w Laosie. Taki sposób zwiedzania uważam za jeden z najciekawszych. Jest się mobilnym, tempo przemieszczania się jest stosunkowo niewielkie, łatwo się zatrzymać, gdy ma się ochotę i rośnie kondycja.

Powyższa fotka powstała w Wang Wiengu, swego rodzaju mekce podróżników. Szczególny charakter tego miejsca (małej wioski) bierze się z tego, że można kupić tam specjalne wersje różnych potraw – pizzy, koktajlu, naleśników. Napotkani Czesi opowiadali, jak ich kolega poprosił o specjalny koktajl i dodatkową słomkę (extra strow). Dostał koktajl extra strong i po jego wypiciu z kolegą zaliczyli ekstra odlot. Tak – do ekstrapotraw dodaje się fragmenty konopi indyjskich, czyli marihuanę.

My nie skorzystaliśmy, skupiliśmy się na miejscowych atrakcjach, wśród  których prym wiodą jaskinie. I właśnie na rowerach objeżdżaliśmy okolicę, odwiedzając różne pieczary. Tak spotkaliśmy miejscowych chłopców, którzy wracali z połowu. Mieli maskę do nurkowania i prymitywną kuszę z napędem gumowym. Zrobiłem im zdjęcie z ekwipunkiem, ale nie jest udane.

Znacznie lepsze jest powyższe. Filtr polaryzacyjny zapewne by mu nie zaszkodził, ale nie miałem go wtedy. A i teraz jakoś rzadko go używam, bo jest w futerale, którego nie zabieram. Chyba czas to zmienić.

Lubie!
2