Jaskinie

Jaskinia obok Vang VienguDo Wang Wiengu ciągną tłumy. Najmniej przyciągają je jaskinie, których w okolicy pełno. Dostaliśmy gdzieś ręcznie rysowaną mapę (konkretnie: ksero), w hotelu pożyczyliśmy rowery i pojechaliśmy.

Niektóre jaskinie można zwiedzać samemu. Większość turystów nie ma latarek, więc nie zapuszcza się zbyt głęboko. My mieliśmy i chyba w takiej pieczarze powstało powyższe zdjęcie.

Inną jaskinie zwiedzaliśmy z „przewodnikiem” – mieszkał w pobliżu wejścia i za „co łaska” oprowadzał. Musiały to być znaczące kwoty, bo tak sobie by nie mieszkał na odludziu. Zwiedzanie zakończyliśmy dość szybko, bo już ściemniało się.

Do hotelu wracaliśmy po ciemku, ale jakoś się udało. Tego dnia czekały nas jeszcze negocjacje handlowe. Zakończyły się sukcesem i kolejnego ranka kontynuowaliśmy podróż po Laosie na kajakach, spływając w kierunku Wientianu.

Plecaki jechały samochodem.

Lubie!
0

Laos na rowerach

Laos na rowerachNie, nie – nie zwiedzaliśmy Laosu na rowerach, przynajmniej nie całego. Rower wykorzystywaliśmy tu i ówdzie, a akurat to zdjęcie powstało w Laosie. Taki sposób zwiedzania uważam za jeden z najciekawszych. Jest się mobilnym, tempo przemieszczania się jest stosunkowo niewielkie, łatwo się zatrzymać, gdy ma się ochotę i rośnie kondycja.

Powyższa fotka powstała w Wang Wiengu, swego rodzaju mekce podróżników. Szczególny charakter tego miejsca (małej wioski) bierze się z tego, że można kupić tam specjalne wersje różnych potraw – pizzy, koktajlu, naleśników. Napotkani Czesi opowiadali, jak ich kolega poprosił o specjalny koktajl i dodatkową słomkę (extra strow). Dostał koktajl extra strong i po jego wypiciu z kolegą zaliczyli ekstra odlot. Tak – do ekstrapotraw dodaje się fragmenty konopi indyjskich, czyli marihuanę.

My nie skorzystaliśmy, skupiliśmy się na miejscowych atrakcjach, wśród  których prym wiodą jaskinie. I właśnie na rowerach objeżdżaliśmy okolicę, odwiedzając różne pieczary. Tak spotkaliśmy miejscowych chłopców, którzy wracali z połowu. Mieli maskę do nurkowania i prymitywną kuszę z napędem gumowym. Zrobiłem im zdjęcie z ekwipunkiem, ale nie jest udane.

Znacznie lepsze jest powyższe. Filtr polaryzacyjny zapewne by mu nie zaszkodził, ale nie miałem go wtedy. A i teraz jakoś rzadko go używam, bo jest w futerale, którego nie zabieram. Chyba czas to zmienić.

Lubie!
2