Siedmiu wspaniałych

Ostatnio, pewnie na fali świątecznych powtórek, pokazywano tytułowy film. Przypadkiem na niego trafiłem. Akcja westernów działa się głównie na terenach Stanów Zjednoczonych, ale sporo też zahaczało o Meksyk (jak właśnie „Siedmiu wspaniałych”). To zdjęcie zostało zrobione dość daleko od Meksyku, ale przecież i tam sięgały losy bohaterów westernów. Słynni Butch Cassidy i Sundance Kid zginęli w San Vicente w południowej Boliwii, czyli dość blisko miejsca, gdzie powstała ta fotografia.

Lubie!
0

Cmentarz z bliska

Niedaleko Subashi

Cmentarz niedaleko Subashi pojawił się raptem kilka postów temu. Dziś zdjęcie – zbliżenie. Widać technikę, jaką posługiwali się dawni budowniczowie: glina zmieszana z elementami roślinnymi. U nas byłaby to zapewne słoma. Na tamtej wysokości zboże nie rośnie, ogólnie niewiele roślin daje radę się utrzymać. Brak jest drzew, jedynie jakieś drobne rośliny przy ziemi, przesuszona trawa.

Lubie!
0

Cmentarz

Cmentarz pod Muzgagh Atą

Kilometrów do przejścia nie było dużo, bo raptem ze siedem. Mimo to nasi koledzy wynajęli wielbłądy. Każdy miał sporo bagażu, bo jedzenia na trzy tygodnie, ubrania, namiot, paliwo, sprzęt biwakowy i górski.

My postanowiliśmy zrobić maksymalnie dużo samodzielnie i szliśmy, niosąc wszystko na plecach. Było zimno i marsz był męczący. Gdy odpoczywaliśmy, podjeżdżali do nas miejscowi na motocyklach, oferując podwiezienie (oczywiście nie za darmo). Pokusa była spora, ale odmawialiśmy konsekwentnie.

Ja na miejscu (czyli w obozie) byłem bardzo zmęczony. Gosia mniej i o to ona poszła (już nie pamiętam z kim) odwiedzić niedaleki cmentarz. Akurat kończył się dzień, więc światło było fotograficzne, chmury na niebie też.

Mi pozostało potem żałować, że nie wykrzesałem z siebie tej odrobiny sił i że to nie ja jestem autorem powyższego zdjęcia.

Lubie!
0

To, co jest

443DSC_3919

Światło jest wszystkim

Można mi zarzucić, że ocieram się o banał, ale jest tak, jak piszę. Jednego przepisu na dobre zdjęcie nie ma. Jakość fotografii jest wypadkową wielu czynników, a ostateczny wynik nie jest średnią arytmetyczną ocen w kategoriach składowych, ale raczej geometryczną. Ma ona to do siebie, że dużo punktów w choćby jednej kategorii mocno podnosi ostateczny wynik, a z kolei wynik słaby mocno obniża całość.

Przykładowo – jeśli mamy super temat, a reszta jest w miarę ok, fotografia może być bardzo dobra. Jeżeli wszystko jest takie sobie, a ostrość wręcz fatalna – zdjęcie jest do niczego.

Przepis na dobrą fotografię, to: jeden wybijający się parametr, reszta przynajmniej na poziomie.

Śmiem twierdzić, że akurat światło ma trochę większy wpływ na całość niż inne elementy. Drogę krzyżową w Uyunii fotografowałem od początku do końca. Zmieniały się tematy, zmieniało i światło. Od późnopopołudniowego, przez ostre południowe, do wieczornego. I dopiero promienie rzucane znad horyzontu dawały fotografiom szczyptę magii.

Światło zachodzącego słońca szybko się zmienia i trwa krótko. Dlatego jeśli się tylko da, warto przygotować się na ten czas. A jeśli fotografowane obiekty się zmieniają i nie mamy na to wpływu, trzeba liczyć na łut szczęścia i brać to, co jest.

Lubie!
0

Dusiciel ponownie

Figowiec dusiciel w Sambor Prey KukTak się złożyło, że dwa zdjęcia figowców dusicieli znalazły się obok siebie. Tym razem na zbliżeniu widać, że trudno odróżnić korzenie od gałęzi. Co ciekawe, na innych zdjęciach widać, że korzenie wcale nie poszły najkrótszą drogą od miejsca wykiełkowania nasiona do ziemi. Oplotły pudełkowa (obecnie, bo kiedyś pewnie miała wieżę) konstrukcję ze wszystkich stron.

Lubie!
0

Kolorowe plamy

Kolorowe plamy

W Buenos Aires byliśmy trzy razy. Raz jak przyjechaliśmy do Argentyny, drugi, gdy musieliśmy odwiedzić polski konsulat i poprosić o tymczasowy paszport (w miejsce skradzionego), a trzeci, gdy wyjeżdżaliśmy.

Za tym ostatnim razem w schronisku nawiązaliśmy komitywę z jakimś chłopakiem. Nie pamiętam już skąd był, ale z jakiegoś południowoamerykańskiego kraju. Wspólnie wybieraliśmy się do dzielnicy La Boca, ale wyprawa nie doszła do skutku. Tzn. my pojechaliśmy, on nie. Potem powiedział, że w tym czasie pojechał dla mamy na grób Carlosa Gardela, słynnego argentyńskiego piosenkarza. Jak się wyraził, pojechał powiedzieć „Ciao, Gardel”.

Dzielnica La Boca słynie z kolorowych domów. Rzeczywiście – jest ich sporo i na najbardziej zatłoczonej ulicy napawają oczy soczystością barw. W bocznych uliczkach kolory też są (więc to nie dla turystów), ale zdecydowanie bardziej przyblakłe. Mimo to warte zdjęcia.

Lubie!
0

Gdzieś, gdziekolwiek

Na początek witam po wakacjach. Fotograficznie chyba udanych, więc może odejdę nieco od pierwotnego zamiaru (myślę o tym od dawna) i włączę do prezentowanego zbioru trochę nowszych zdjęć. Ale jeszcze nie dziś.

Opisując każde zdjęcie, muszę przypomnieć sobie, gdzie zostało zrobione. Z poniższą fotografią jest problem. Nie ma na niej chyba niczego, co by to ułatwiało. Kilka szczegółów może jedynie zawęzić krąg poszukiwań.

  1. anglojęzyczny napis „car park” – może być zrobiony w dowolnym miejscu na świecie;
  2. drugi napis rozszyfrowałem po dłuższej chwili – „park at your own risk” – też może być zrobiony wszędzie. Z drugiej strony w tym kraju język angielski musi być w miarę rozpowszechniony, skoro tak został opisany parking;
  3. drzewo to figowiec beniamina (potocznie: fikus beniamin), roślina, która naturalnie występuje „od południa Azji po północną Australię i Wyspy Salomona” (cytat z Wikipedii). Może być zasadzone ręką człowieka, ale tak czy inaczej, kraj jest ciepły;
  4. odrapany mur sugeruje kraj raczej ubogi, z pewnością nie w typie Szwajcarii.

Ja niczego więcej nie potrafię ze zdjęcia wyczytać.

Dodatkowych informacji dostarcza EXIF – rok 2009, a wtedy byłem w Malezji. 29 marca – chyba wyspa Penang.

Na marginesie dodam, że fikusy w tamtym rejonie można spotykać dość często. To m.in. one oplatały ruiny w Angkorze. Zaś największy znajduje się gdzieś w Tajlandii. Nie mogę go teraz namierzyć, ale wygląda podobnie jak ten w Indiach.

Lubie!
0