Koniec Sinciangu

Sinciang to zachodni kraniec Chin. Dla nas, gdybyśmy podróżowali lądem, byłaby to pierwsza chińska prowincja. Ale dla Chińczyków jest ona ostatnia, bo dla nich centrum Chin to wschód.

W czasie ostatnich wakacji spotkałem Chińczyka, który na wieść o tym, że odwiedziłem kiedyś Sinciang, powiedział coś w stylu „O jej, nigdy tam nie byłem”. On nie był, ale etnicznych Chińczyków (Hanów) jest tam pełno. Już w 2004 Ujgurzy byli mniejszością lub prawie mniejszością w swoim kraju. Obecnie jest ich jeszcze mniej, a dla chińskiego rządu są terrorystami. Jeśli ktoś sądzi, że obozy reedukacyjne odeszły do przeszłości, może się rozczarować.

Lubie!
0

Pieczątka

Widoczne na zdjęciu dziwne stemple z piórek pierwszy (i ostatni) raz widzieliśmy w Kaszgarze. Wcześniej, w Kirgistanie, napotkaliśmy ich uwspółcześnione wersje, które widoczne są w lewym dolnym rogu. Końcówki piór zastąpiono w nich drucikami (może gwoździkami) osadzonymi w drewnianym korpusie.

A do czego służy ten przyrząd? Do ozdabiania lepioszki, płaskiego chleba popularnego w tamtej części Azji. W warunkach stacjonarnych ciasto jest przyklejane do półokrągłego wnętrza pieca (wisi na suficie), w jurcie na stepie widzieliśmy metalową kozę, na niej coś jak gigantyczny wok, a lepioszki były klejone od środka, ale nie wisiały. No i wbrew temu, co pisze Wikipedia, daje się do niej drożdże, przynajmniej czasami.

Lubie!
0

Staruszka

Ujgurka

Wychodzi na to, że targ w Kaszgarze jest zagłębiem ludzkich twarzy. Przynajmniej tych, które nadawały się do uwiecznienia na fotografii. W tłumie, jaki przewalał się wśród różnobarwnych straganów, okazji do robienia zdjęć było sporo. Twarze i stroje zdecydowanie różniły się od tego, co można zobaczyć w Polsce, a nawet jeśli jakiś czas już się było na miejscu, to różnorodność postaci i fizjonomii przewyższała te widziane na co dzień. Nic dziwnego – na targ ściągali ludzie nie tylko z miasta, ale też z wiosek, zapewne niekiedy dość odległych. Niedzielny targ w Kaszgarze – zdecydowanie chciałbym jeszcze kiedyś odwiedzić.

Lubie!
0

Twarze

Ujgur

Wśród zdjęć podróżniczych poczytne miejsce zajmują fotografie twarzy. Często tworzone są cykle czy wystawy złożone z samych tylko twarzy (np. „Twarze Tybetu”).

Skąd się to bierze?

W odległym kraju wszystko (lub prawie wszystko) jest inne, egzotyczne: począwszy od przyrody, poprzez pogodę, architekturę, pojazdy, ubrania do ludzi. Różne od naszych są też twarze, a twarz to właśnie ten element, który zdaje się zawierać czy oddawać najwięcej prawdy o człowieku. Oczywiście to ułuda, bo co prawda z twarzy chyba najłatwiej odczytać emocje, ale przecież dopiero rozmowa pozwoli nam dotrzeć do drugiego człowieka.

Cóż – przyznać muszę, że nie należę do osób, które łatwo nawiązują kontakty i dlatego przeważnie pozostaje mi przyglądanie się i odczytywanie ludzkich emocji z twarzy, gestów, tonu głosu. Są co prawda wyjątki, ale tym razem tak nie było – powyższe zdjęcie powstało podczas kaszgarskiego bazaru, a człowiek był jedną z tysięcy odwiedzających go osób. Tak jak i ja.

Lubie!
0

Blask złota

Ujgurka ze złotymi zębami

Powyższe zdjęcie zostało zrobione w starej dzielnicy Kaszgaru, niedaleko meczetu. Interesujących fotek powstało wtedy więcej i jeszcze się tu pojawią.

Lubię szwędać się po takich miejscach, gdzie nasza zaborcza cywilizacja jeszcze nie dotarła lub co najwyżej docierają jej echa. Ostatnio czytałem wywiad z reportażystą, który pisał o slumsach w Manili. Przeciwstawiał pracę reportera wizycie turysty. Nie da się ukryć – miał rację. On spędził w jednym miejscu kilka miesięcy, poznał ludzi, ich problemy. Siłą rzeczy jest tam gościem, ale można powiedzieć, że stałym. Turysta wpada, liĹşnie temat, raz zaciągnie się zapachami, zostawi w swojej wyobraĹşni przypadkowo uchwycone obrazy.

Czy po tym wie więcej? Niby nie, trudno go zestawiać w jakikolwiek sposób z reporterem, dziennikarzem. Ale samo to, że gdzieś jest, ogląda pewne rzeczy z bliska, nieomal dotyka, sprawia, że inaczej do niego podchodzimy. Bo choćby możemy się zastanowić tylko nad nim, przeanalizować rzeczy w zasadzie oczywiste, które każdy „czuje”. Zdawać sobie sprawę z jakiejś rzeczy to jedno, dajmy na to obejrzeć materiał w telewizji to drugie, a pojechać gdzieś i obejrzeć (choćby pobieżnie) to trzecie.

Wojciech Tochman opowiadał też o człowieku (mieszkańcu slumsów), który organizuje wycieczki dla turystów. Budzą one niesmak, bo jest to przedmiotowe traktowanie ludzi mieszkających w slumsach: oglądamy ich jak zwierzęta. Ale gdyby rozpatrywać to tylko tak, to czy etyczny turysta powinien wyłącznie kontemplować widoki lub smażyć się na plaży? Na pewno nie. Granica jest płynna, ale gdzieś jest. Choćby dlatego my pojechaliśmy do doliny Omo w Etiopii, gdzie podgląda się barwnych tubylców.

Lubie!
0

Wózek z osiołkiem

Wózek z osiołkiem

Pod Muztaghatę wyruszyliśmy z Kaszgaru. Dzień wcześniej odwiedziliśmy pierwszy raz chińską restaurację i było zabawnie. Oczywiście menu nie rozumieliśmy ni w ząb. Kelner na migi próbował wytłumaczyć, co zawierają potrawy, koledzy pomagali mu, rysując, śmiechu było co niemiara. Ale coś udało się zamówić i zjeść (choć pałaczkami nie było łatwo).

Na drugi dzień wstaliśmy wcześnie. Spakowaliśmy rzeczy, których nie zabieraliśmy w góry do worków na śmieci, zakleiliśmy i zdokumentowaliśmy fotograficznie. W plecakach mieliśmy cały nasz dobytek na pół roku, np. letnie ubrania, kąpielówki czy maskę do nurkowania. Rzeczy niepotrzebne powędrowały do agencji, która wiozła nas w góry.

Ostatnie zakupy (suszone owoce, orzechy) i w drogę. Po godzinie tankowanie, po kolejnej zatrzymaliśmy się w jakiejś wiosce. Było to ostatnie większe osiedle i spędziliśmy tam pół godziny, fotografując ludzi, zwierzęta, stragany itp. Kupiliśmy też arbuzy i trochę pysznych ujgurskich bułek.

Potem do końca podróży, która w sumie trwała 9 godzin, wiedzieliśmy tylko kilka betonowych pojedynczych domków. Po południu dotarliśmy na miejsce, wypakowaliśmy bagaże i przegnaliśmy się z kierowcą autobusu, który miał odebrać nas za trzy tygodnie.

Lubie!
0

Stary Kaszgar

Stary Kaszgar

Powyższe zdjęcie nie powstało na Półwyspie Arabskim ani w Afryce Północnej. Z lewej strony widać fragment minaretu, a architektura oraz asortyment sklepiku z głównego planu sugerują coś orientalnego w typie arabskim.

Tymczasem to zachodnie Chiny i jedna z najbardziej nietypowych (dla Chin) prowincji zamieszkała przez muzułmanów – przynajmniej oryginalnie, bo obecnie Chińczyków Han przybywa tam w bardzo dużym tempie.

Centralnym punktem starego miasta jest największy w Chinach meczet Id Kah. Zniszczony, jak większość zabytków w czasie rewolucji kulturalnej, został odbudowany i służy miejscowej ludności do modlitwy oraz turystom do zwiedzania. Dookoła rozciąga się stare miasto, pełne wąskich uliczek, w których przyczaił się duch miasta. Tkwi tam osaczony przez zmiany, przez przebudowę, przez Chińczyków, którzy intensywnie kolonizują Sinciang.

Myślę, że Kaszgar to jedno z miejsc, które chciałbym jeszcze odwiedzić, tylko pytanie, czy będzie po co?

Lubie!
0

Koniec świata

Kapusta pekińska w Kaszgarze - 3400 km od PekinuGdzie jest koniec świata? Nigdzie, Ziemia jest kulą (lekko spłaszczoną), więc nie ma końca. Obecność osi obrotu wyróżnia bieguny i rzeczywiście są to końce świata – odległe, trudno dostępne.

A z bardziej przyziemnych? Dla mnie cechy końca świata ma Kaszgar, skąd pochodzi powyższe zdjęcie. Po pierwsze bo Chiny – a to już daleko samo w sobie. Po drugie kraniec Chin. Co prawda geograficznie bliższy nam, ale jeśli chodzi o dostępność już nie. Sinciang, gdzie leży Kaszgar, to najbardziej zachodnia prowincja Kraju Ĺšrodka (ha! środek, więc jaki koniec?). Tyle tylko, że z Pekinu tam najdalej. Od naszej, zachodniej strony dostęp też nie jest łatwy. Po drodze jest Kirgistan, kraj względnie dostępny, ale – przynajmniej parę lat temu – dostanie się do Chin nie było stamtąd proste. A przynajmniej najkrótszą drogą, przez przełęcz Torugart. Trzeba było wynająć samochód, mieć odpowiednie papiery itp.

Na szczęście XXI wiek dotarł i tam, bo my załatwiliśmy wszystko przez… Internet. Firm wożących turystów trochę było i można je było znaleĹşć w Sieci. Tak więc wszystko ustaliliśmy z Polski. Musieliśmy się tylko dostać do Narynu, miasta niezbyt często odwiedzanego przez turystów. Dojechaliśmy tam autobusem, znaleĹşliśmy kwaterę i szwendaliśmy się dwa dni – niezbyt intensywnie, bo bolało mnie kolano.

Raz, gdy odpoczywaliśmy na murku, podszedł do nas miejscowy. Zaczął opowiadać, jak to był ekonomistą, miał własny interes, kupił samochód ciężarowy, po czym coś tam się zmieniło i zbankrutował. Utrzymuje go żona, która handluje na bazarze. Opowiadał o jakiejś koncesji, na którą potrzeba milion czy dwa dolarów, a da dostęp do ropy. Oczywiście nie mieliśmy przy sobie drobnych na koncesję. Na zakończenie poprosił o drobny datek na 50 g wódki. Mieliśmy, ale nie daliśmy.

Koniec świata występuje też w Argentynie, w Ushuaii, która dzierży tytuł miasta położonego najbardziej na południe. Polecam też inny Koniec świata.

Lubie!
0

Sklep żelazny

Sklep żelaznyO Kaszgarze już wspominałem, ale w kontekście niedzielnego bazaru. Ducha dawnego miasta można odnaleĹşć także w tygodniu, snując się po resztkach starego miasta. Resztkach, bowiem Chińczycy, jak to mają w zwyczaju, sukcesywnie je demolują. Niedawno przesłuchałem książkę o Chinach i dopiero teraz zdałem sobie sprawę z tego, czym była rewolucja kulturalna. Na czym ona polegała, nie można odgadnąć, kierując się jej nazwą.

Rewolucja przemysłowa na przykład to był gwałtowny rozwój przemysłu, rewolucja komunistyczna wprowadzała komunizm, ale Chińczycy wszystko robią po swojemu i u nich rewolucja kulturalna oznaczała niszczenie kultury. Mao zapragnął pozbyć się wszystkiego, co było przeszłością. Historii nie mógł przekreślić, bo na się już zdarzyła, ale zabytki, styl życia, dobra kultury, religię – to wszystko można było zdeptać, zdewastować, zniweczyć.

I tak cud, że resztki starego przetrwały w Kaszgarze, bo np. mury miejskie, mające historię zapewne dłuższą niż Polska, przestały istnieć. Przeszkadzały. Bazaru, którym się zachwycałem, też przez wiele lat nie było, dopiero po jakimś czasie komuniści doszli do wniosku, że co nieco ze „staroci” można zachować. Czasem motywacją był przychód z biletów, które płaci się za oglądanie „zabytków” czy ogólnie kwoty zostawiane przez turystów. Czasem te „zabytki” zostały odbudowane, czasem poskładane z kilku podobnych ruin. Aż dziw, że w kraju o historii liczonej w tysiącach lat, można było prawie wszystko zniszczyć, ile złego jest w stanie zrobić człowiek opętany chorą ideą.

Lubie!
0

Spojrzenie z przeszłości

Spojrzenie - SinciangNa początek o fotograficznej stronie zdjęcia. Kiedyś byłem na jakimś wykładzie o fotografii (robieniu zdjęć) i było m.in. o kierunku fotografowanego obiektu. Ze w większości przypadków sprawdza się, gdy ruch jest do środka zdjęcia – ruch, twarz, ale do środka. Tutaj jest inaczej. Mógłbym się mądrzyć, że tak chciałem. że przecież kobieta patrzy w lewo.

Podobnie jest ze światłem – przeważnie lepiej, jak obiekt jest oświetlony od przodu, ale są i sytuacje, w których lepiej, gdy promienie padają od tyłu. Mógłbym twierdzić, że tak miało być tutaj.

Prawda jest taka, że tak wyszło. Zdjęcie było zrobione na bazarze, wielkim cotygodniowym targu. Zwykle jest tam rwetes, ruch i zamieszanie. Ludzie nie stoją, a jeśli tak, to krótko. Jeśli stoją, to ktoś przechodzi między nimi a nami. Jednym słowem – warunków do robienia zdjęć z rozmysłem nie ma.

Bo poza tym warunki są – przed naszymi oczami przesuwa się korowód barwnych postaci nie z tego świata. Wszyscy, poza nami, turystami, pochodzą z przeszłości, z czasów Szlaku Jedwabnego. I nawet jeśli nie tkwią cali w wiekach średnich, to naszą, fejsbukowo-ajfonową współczesnością nie mają wiele wspólnego. Można co prawda było kupić kasety magnetofonowe (!), ale obok nich leżały narzędzia wykute przez kowali, żywe i martwe zwierzęta, ubrania, jedzenie. Jest nawet parking – ale nie dla samochodów, lecz ich czworonożnych poprzedników, konkretnie osłów.

Taki jest, a przynajmniej był wtedy Kaszgar. O ile bazar stanowił ostoję starych czasów, o tyle samo miasto było mieszanką. Mieszanką nowoczesności i tradycji, mieszanką Ujgurów i Chińczyków. Przy czym żywioły obce w tym mieście (czasowy i etniczny) są bardziej ekspansywne. Może dlatego, że są ze sobą powiązane, bo współczesność przynoszą Chińczycy Han. Bez żenady wyburzają to co przeszłe – starą dzielnicę, stare domy, nawet stare mury obronne. Wypierają Ujgurów, którzy samą swoją obecnością wspierają przeszłość, poświadczają jej istnienie. Przeszłość niechińską, więc zbędną.

Lubie!
1