Wiecznie żywy…

W znakomitej książce „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” Swietłana Aleksijewicz bardzo sugestywnie i z perspektywy ludzi radzieckich opisuje koniec ZSRR. Jej książka to praktycznie zapis wypowiedzi obywateli Związku Radzieckiego zarejestrowanych w czasie przełomu – likwidacji naszego wschodniego sąsiada.

Gdy odwiedziliśmy Kirgistan w roku 2004, ZSRR od ładnych paru lat nie było. Jednak jak się łatwo domyślić, likwidację państwa da się zrobić, ale zmienić mentalności ludzi go zamieszkujących to zupełnie inna sprawa.

Wtedy, w 2004 pomniki Lenina jak postawili, tak stały. Po rosyjsku można się było dogadać wszędzie. Mimo, że 88% stanowią muzułmanie, to bynajmniej nie ma tam tylu abstynentów. A tęsknotę za CCCP było widać choćby właśnie w sklepach sprzedających gorzałkę.

Lubie!
0

Podejdź no do płota…

Podszedłem do płota… ale za nim nie było laotańskiego Kargula tylko pole ryżu. Prawie gotowego do zbiorów.

Lubie!
0

Utrata twarzy

Pani ze zdjęcia utraciła połowę twarzy. Nie wiem, czy w Kambodży też to obowiązuje, ale niedaleko, bo w Tajlandii jak najbardziej – można stracić twarz.

Z grubsza oznacza to to, co wynika z samej nazwy. Jeśli ktoś się znajdzie w sytuacji krępującej (z winy własnej lub czyjejś), traci twarz. Dla Taja (z tego co wiem także np. dla Chińczyka) to sytuacja wybitnie niekomfortowa i w zasadzie osoba, która ma na to jakiś wpływ, powinna starać się, by to się nie stało. Mówię tajemniczo? Ot choćby gdy wytkniemy komuś publicznie błąd. Nie wiem, czy zrobienie tego dyskretnie, na osobności, zmienia sytuację, ale w obecności innych osób – utrata twarzy gwarantowana.

U nas taka sytuacja to oczywiście pewien dyskomfort (kto lubi publicznie wychodzić na durnia?), ale przecież drobne potknięcie czy niedociągnięcie przyjmujemy spokojnie. Dla Taja to koniec świata.

Lubie!
0

Żmijowata matrioszka

Zdjęcia z tego miejsca prezentowałem nie raz. Z tego co widzę, więcej nie będę. Tym razem kobieta-wąż opleciona kobietami wężami. Coś jakby matrioszka, tylko że poziom zagłębienia jest tylko jeden.

Lubie!
1

Wstawki z polietylenu

O wycieczce do Sambor Prey Kuk pisałem już kilka razy. Oprócz ruin, które były naszym głównym celem, widzieliśmy wiele po drodze. Wtedy (podejrzewam, że nadal jest podobnie) Kambodża to był bardzo słabo rozwinięty kraj. W miastach było z grubsza wszystko, włącznie z kafejkami internetowymi. Wsie wyglądały jednak baaardzo tradycyjnie. Owszem widać było nowoczesne wstawki, jak rury z polietylenu, ale chatki czy metody uprawy roli nie zmieniły się zbytnio od przynajmniej kilkudziesięciu, a może i więcej lat.

Lubie!
0

A ceny rosną…

O Ko Tao pisałem kilka razy. Wtedy była to wyspa, na której się nurkowało, dość często robiło kurs nurkowy. Podejrzewam, że wiele się nie zmieniło od tamtego czasu.

Na zdjęciu widać, że do atrakcji należały także wycieczki łodzią wokół wyspy (w lewym dolnym rogu jest reklama). Ceny – zależnie od opcji – wahały się w okolicach 500-600 bathów. Inflacja w Tajlandii zwykle nie przekracza 5%, co uzasadnia ok. dwukrotny wzrost cen. Jak znalazłem w Internecie, obecnie ceny są cztery razy wyższe. Kurs do euro przez ten czas trochę fluktuował, ale drastycznie się nie zmienił.

Z tego wynika, że podróżowanie do Tajlandii nie jest takie tanie jak kiedyś…

Lubie!
0

Gadzinka

Wyprawa do źródeł Amazonki odbywała się w dość dzikiej scenerii. Może całkiem dziko nie było, bo spotkaliśmy pasterza i alpaki, które wypasał, ale poza tym… Zdarzały się jakieś ptaki, oczywiście owady, gadzinki (jak ta na zdjęciu). Na śniegu znaleźliśmy też tropy pumy, ale zobaczyć jej się nie udało.

To z fauny. Flora była typowo wysokogórska – sucha, szczelszcząca i drapiąca. Rachityczne drzewka, ostre trawy, porosty i inni twardzi zawodnicy w walce o przetrwanie.

Poza tym – skały, kamienie, piasek i woda w postaci ciekłej oraz stałej.

Lubie!
0

Pustynia mglista

Atacama znana jest jako najsuchsze lub jedno z najsuchszych miejsc na świecie. Ponoć w niektórych jego miejscach nigdy nie zanotowano opadów.

Ale tu niespodzianka, opadów nie ma, ale jest woda. Otóż nad Atacamą (a przynajmniej nad niektórymi jej obszarami) występują mgły. Co prawda człowiek z mgły się nie napije, większość zwierząt też nie, ale już niektóre rośliny potrafią, tak samo porosty (które roślinami są tylko częściowo).

My podczas pobytu na Atacamie nie widzieliśmy ani mgły ani porostów.

Lubie!
0

Góry we mgle

Co prawda na tym zdjęciu mgły nie ma (choć mgła i chmura to prawie to samo, różnica jest w wysokości nad ziemią), co prawda piosenka, o której myślę, jest o wojnie we Wietnamie, ale od Wietnamu do Laosu jest niedaleko, więc wojna wietnamska zahaczała o Laos (samoloty wracające z nalotów zrzucały bomby, które im pozostały nad Laosem i Kambodżą – część z nich do dziś tkwi w ziemi). Tak więc skojarzenie z „Brothers in arms” jest jak najbardziej na miejscu. „These mist covered mountains…”

Lubie!
0

Zielony mózg

Droga do źródeł Amazonki była wyprawą w nieznane. Google Maps uruchomiono w lutym 2005, a planowaliśmy to w grudniu 2004, więc nie mogliśmy po prostu sprawdzić, jak iść.

Informacje, które wtedy zebrałem, były częściowo dobre. Współrzędne szczytu się zgadzały, podobnie miejsce, z którego wyruszyliśmy. Cała reszta była zła, ale na szczęście kierowaliśmy się na cel, a nie na punkty pośrednie (błędne).

Powyższy kamień obrośnięty mchem lub czymś podobnym spotkaliśmy po pierwszym dniu wędrówki. Wtedy już wiedzieliśmy, że idziemy dobrze, bo znajdowaliśmy się w dolinie rzeczki, która – jak nam się zdawało – płynęła mniej więcej z miejsca, do którego zdążaliśmy.



Lubie!
0