Pustynia solna

Poprzednie zdjęcie było z początku wycieczki, to jest bardziej z końca. Dojeżdżaliśmy do skraju solniska, niedługo potem były wyspy z kaktusami, a potem tafla soli. To miejsce to było zapomniane przez wszystkich miasteczko. Na oko martwe, ale na cmentarzu, który był odrobinę oddalony od budynków, niektóre kwiaty wyglądają na świeże (a może są plastikowe?). Groby były różne – od takich jak ten, do murowanych.

Lubie!
0

Bul bul

O wycieczce, która kończyła się w Uyunii, już było. Było także o przegłosowaniu nas w temacie noclegu. Pierwszego dnia (o ile pamiętam) oglądaliśmy bulgoczące błotko. Teren był aktywny, występowały ciepłe źródła (a jakże, była opcja zanurzenia się w nich) oraz bulgoczące błoto. Właśnie podczas oglądania owego błota (a w zasadzie zaraz po) przekonaliśmy się, że nie jesteśmy kompatybilni z grupą. My lataliśmy jak szaleni, ekscytując się niespotykanym u nas zjawiskiem. Reszta też chyba oglądała, ale gdy wróciliśmy do samochodów, okazało się, że wszyscy już są i czekają tylko na nas. Obejrzeli, zaliczyli i jedziemy dalej.

Lubie!
0

Przez góry

Zdjęć podobnych do tego kilka już było. Wszystkie pochodzą z tej samej podróży autobusem prze góry Laosu. Konkretnie podróż była z punktu A do B, ale że droga wiodła przez tereny górzyste, to podróż była przez góry. Widoki piękne, za to robienie zdjęć z trzęsącego się niemiłosiernie autobusu – bardzo trudne. Ja zrobiłem ich trochę, Gosia trochę.

Lubie!
0

Chlebek, ciepły, świeży chlebek…

Tytuł jest fantazją, nie pamiętam, czy sprzedawczyni coś krzyczała, ale jest to prawdopodobne. Trochę nas zdziwiły te bułki we Wietnamie. Jeśli jednak przypomni się sobie, że kraj ten to dawne Indochiny, czyli francuska kolonia, to widok takiego pieczywa nie jest już niczym dziwnym.

Podobnie było w Etiopii, gdzie z racji okupacji włoskiej zadomowiła się pizza. Gdyby więc ktoś koniecznie chciał doszukiwać się pozytywów kolonii, to niech mówi o kuchni. Lokalnej nikt nie niszczył, wzbogacał ją tylko przywiezionymi elementami.

Lubie!
0

Ołtarzyk

Prawie każdy kojarzy kiczu plastikową Matkę Boską na święconą wodę z odkręcaną głową (pełniącą funkcję korka), symbol dewocjonalnego kiczu. Dewocja ma się dobrze na całym świecie, tanie plastikowe wyroby mają wzięcie wszędzie. To zdjęcie zrobiłem w hotelu na korytarzu. Stał tam mały ołtarzyk oświetlony na czerwono. Szczegółów nie pomnę, ale pamiętam, że niektóre elementy były z gładkiego plastiku, stąd refleksy. Całość wyglądała na gotowiec tłoczony w tysiącach egzemplarzy, by każdego było stać na to, by pomodlić do czegoś ładnego.

Jak widać dewocja wygląda podobnie pod dowolną szerokością geograficzną i bez względu na to, jaka tam religia dominuje. Plastik łączy wszystkich.

Lubie!
0

Cztery z tysiąca

Cztery figurki widać w miarę ostro na zdjęciu. A czy w jaskini jest ich tysiąc? Nie wiem, ale jest ich mnóstwo – leżą, stoją, siedzą (większość), zwykle małe, trochę dużych. Jaskinia jest warta zwiedzenia, bo raz, że figurki są ciekawe, dwa, że okolica ładna. Trochę typowa, bo w Laosie sporo jest miejsc pagórkowatych czy wręcz górzystych, ale nadal ma to swój urok.

Lubie!
0

Przed murem

Królewski grobowiec z Hue po raz ostatni. Tak naprawdę grób (groby) był za widocznym na zdjęciu murem. Próbowałem wspiąć się na mur, ale już nie pamiętam, czy mi się udało, czy nie. W okolicy było sporo atrakcji, więc jeśli nie, to nie musiałem żałować.

Lubie!
0

Kipiel

Tak jak obiecałem tydzień temu, dziś inne spojrzenie na wodospady Iguazu. Konkretnie na ten największy, najbardziej okazały – Gardziel Diabla (Garganta del Diablo).

Widzieliśmy go na koniec pierwszego dnia (argentyńskiego) i taka kolejność była dobrym pomysłem. Gdyby nie to, pewnie pozostałe miejsca odbieralibyśmy jako gorsze od tego. A tak mieliśmy stopniowanie emocji ze spektakularnym finałem.

Do tego wodospadu idzie się po kładkach przez dość leniwie płynąca rzekę. Dopiero na środku jest wielki uskok i tam woda przyspiesza, waląc się potężną siłą w dół. Tego dołu miejscami nie widać, bo ciągle jest zakryty przez pył wodny. Gdzieś w skałach, pod wodospadami swoje gniazda mają jaskółki lub coś podobnego. Co chwila nurkują w kipiel i wylatują z niej.

Aby sobie wyobrazić całość, polecam obejrzeć zdjęcie z góry, którego oczywiście ja nie miałem jak zrobić. Ale od czego jest Internet?

 

Lubie!
0

Za tęczą

Iguazu ma wiele oblicz. Każdy obiekt ma wiele oblicz, bo można go fotografować z różnych stron, w różny sposób i w różnych porach. Wodospady Iguazu dodatkowo to nie jeden obiekt, a rozległe miejsce, więc pod jedną nazwą kryje się wiele obiektów. Dlatego to zdjęcie trochę różni się od poprzedniego. Następne, za tydzień, będzie zupełnie inne.

Lubie!
0

Melonik

Co łączy Przekrój z Boliwią? Między innymi nakrycie głowy. Przez lata w Przekroju pojawiał się komiks z profesorem Filutkiem, który nosił na głowie melonik. Owo nakrycie głowy jest popularne w Boliwii, noszą je głównie indiańskie kobiety.

Melonik powstał w roku 1849 w Londynie, a na drugą stronę Atlantyku zawieźli go robotnicy budujący kolej. W XIX wieku był popularny w wielu miejsca, podobno namiętnie nosili go agenci Ochrany. Trochę to dziwne, bo w ten sposób stawali się jakby mniej tajni, ale z drugiej strony kto by teraz proponował ubierać żołnierza w czerwony mundur, do którego łatwo się celuje, a przecież w XVIII wieku nie było to nic dziwnego.

Lubie!
0