Gruby dziób


Gdyby taki tukan wielki miał uczucia, bo by mu było głupio. Ze swoim olbrzymim dziobem wygląda jak karykatura ptaka. Na dodatek na zdjęciach wydaje się tandetą z plastiku.

Z bliska – wrażenie jest zupełnie inne. To dość sympatyczny i ciekawski jegomość. Przyszedł, pomacał dziobem plecak oraz przymocowany doń statyw, dał się pogłaskać i grzecznie pozował. Agresja – zero.

Lubie!
0

Była Rosja

To zdjęcie to w pewnym sensie już prehistoria. Rok był 2004. Wizy do Rosji wprowadzono rok wcześniej i pieczątki AB już nie działały. Tyle tylko, że dostać wizę to nie było wielka sztuka.

Jechaliśmy do Kirgistanu trasą „studencką”, czyli pociąg do Terespolu, potem też pociągiem, ale „lokalnym” do Brześcia. Dalej kupiliśmy kolejne bilety do Moskwy, obowiązkowo płackartne, czyli w wagonach bez przedziałów. Kolejny był samolot do Biszkeku. Wylądowaliśmy jakoś bardzo nad ranem, więc przespaliśmy się w krzakach obok lotniska, by doczekać busów kursujących do miasta (taksówki były droższe).

Jeszcze na Leninie się rozstaliśmy, podzieliwszy na trzy grupy, ale wiem od chłopaków, że jednemu z nich skradziono paszport. Miał go na szyi, wychylił się z okna na peronie, a ktoś mu go zerwał. I co? Wrócił do Polski na legitymację studencką. Powiedzonko „Kurica nie ptica, Polsza nie zagranica” zadziałało i pogranicznicy machnęli ręką, puścili.

Zdjęcie powstało na Dworcu Białoruskim, druga kadencja Putina trwała od kilku miesięcy.

Lubie!
0

Trzecia setka

Na zaprzyjaźnionym blogu opublikowano niedawno wpis numer 1001. Ja jestem trochę gorszy, ale myślę, że też mogę się pochwalić zacnym numerem, mianowicie ten wpis jest trzechsetny. Początkowo publikowałem nawet dwa razy na tydzień, potem jakoś przybyło różnych obowiązków, brakło więc czasu na dodawanie postów więcej niż raz na tydzień. I myślę, że tak już pozostanie.

Powyższe zdjęcie pochodzi z drogi z La Paz do Rouranabaque – krętej, pełnej emocji i wspaniałych widoków.

Lubie!
1

Zamiast żółwi

Tajlandia słynie m.in. z morza i plaż. I w naszej podróży nie mogło ich zabraknąć. Byliśmy na Ko Lipe, Ko Tao i jednej czy dwóch pomniejszych plażach. Odwiedziliśmy też Ko Tarutao. Atrakcją miały być rozmnażające się żółwie, ale szybko okazało się, że to nie ta pora roku. Nie było rozczarowania, bo doczytaliśmy ten drobiazg przed dotarciem na miejsce.

Wyspa jest częścią parku narodowego, ale można tam mieszkać – w domkach lub w namiocie. Żółwi nie widzieliśmy, za to często odwiedzały nas kraby. Oto jeden z nich.

Lubie!
0

Tylko droga

Kiedyś Marek Kamiński powiedział, że celem jest droga. W tym twierdzeniu coś jest, bo jeśli do czegoś się dąży powoli, mozolnie, to ta droga rzeczywiście trwa i jest wartością samą w sobie. Jeśli coś przychodzi łatwo, drogi nie ma, a to, co jest na końcu, ma mniejszą wartość. Przykład? Wejdźmy na górę o własnych siłach, w pocie, chłodzie, z bólem mięśni, głowy, otarciami itp. Ale satysfakcja będzie. Jeśli nas tam wwiozą helikopterem, owszem – widoki, powietrze, wiatr we włosach, selfie. Ale ślad, jaki w nas zostawi to wydarzenie, szybko się ulotni.

Będąc w Wang Wiengu, odwiedziliśmy niedalekie jaskinie. Jednak nie pokażę dziś jaskini, a – zgodnie z powyższym wywodem – zdjęcie zrobione po drodze. Nie była tak satysfakcjonująca, ale i tak pamiętam z niej chyba więcej niż z oglądanych potem jaskiń.

Lubie!
0

Krople na szkle

To nie pierwszy raz, że zdjęcia z tego samego miejsca lądują po sobie. Znowu przedstawiam zdjęcie z wodospadów Iguazu, ale tym razem jesteśmy bliżej wody. Na tyle blisko, że – kto wie – może pył wodny leciał na aparat i obiektyw. W takiej sytuacji trzeba chronić przynajmniej przednią soczewkę. Aparatowi raczej nic się nie stanie, nawet jeśli nie jest wodoszczelny, ale jeśli zamoczymy szkło, zdjęcia po prostu nie wyjdą. Warto więc trzymać dekielek na obiektywie, jak najwięcej kadrować w głowie, a potem szybko robić zdjęcia.

Lubie!
0

Przez tęczę

Wodospady Iguazu były już wiele razy – z bliska, z daleka, trafiła się też tęcza. W zasadzie użyłem złego słowa, bo tęcza jest tam praktycznie cały czas (o ile jest słonecznie). Woda spada bez przerwy, w powietrzu unoszą się jej kropelki, promienie słońca (o ile są) rozpraszają się. Wszystko jest kwestią odpowiedniego kąta obserwacji.

Lubie!
0

Pochmurno

Z kambodżańskiej stolicy nie opublikowałem do tej pory zbyt wielu zdjęć, choć kilka było. Wyglądały zgoła inaczej, bo wszystkie były zrobione w słońcu z soczystymi barwami. Ale pogoda wtedy była kapryśna. Więcej było chmur niż słońca, deszcz padał regularnie. Tego dnia po południu (sprawdziłem inne zdjęcia) niebo było zasnute i wszystko było szare. Swoje zrobiła też kałuża, więc Phnom Penh na tym zdjęciu wygląda nieszczególnie atrakcyjnie.

Lubie!
0

A jednak się kręci

Zdanie z tytułu używamy w kontekście ruchu Ziemi wokół Słońca, bo i tego się tyczyło pierwsze jego wypowiedzenie. Ale metaforycznie może posłużyć do podkreślenia każdego ruchu obrotowego, a nawet nie tyle obrotu, co cyklu.

Powyższe zdjęcie oddaje cykl życia i śmierci. Ludzie zbudowali świątynie, które „żyły” przez jakiś czas. Najpierw umarli wznoszący je ludzie, potem społeczność, której służyły, potem one same. Ale życie trwało, bo wziął je w posiadanie las i oplotły je drzewa. One też nie są wieczne i choć niektóre z nich trwają, to część konarów czy też korzeniu uschła. A że w przyrodzie śmierć to tylko początek kolejnego obrotu w cyklu życia, po martwym korzeniu wspina się nowy zielony pęd.

I tak będzie to trwać długo, chyba że człowiek zniszczy las, budując w jego miejsce np. fabrykę. Ona jest pozornie martwa, ale może kiedyś też zostanie porzucona, a wtedy zapewne wiatr nawieje nasion, które zaczną kiełkować. I tak będzie się kręcić jeszcze długo….

Lubie!
0