W stronę słońca

Na Wyspie Słońca poza przyrodą, do oglądania są ruiny. Wg Inków tam narodziło się Słońca, pierwsi Inkowie oraz niektórzy z ich bogów. Ruin – budynków mieszkalnych i sakralnych – jest sporo. Część z nich znajduje się na przeciwległym końcu wyspy (w stosunku do miejsca, gdzie przybywa prom z turystami i nie tylko). I właśnie z wycieczki do nich pochodzi powyższe zdjęcie. Ruiny nie okazały się spektakularne, ale wycieczka bardzo miła.

Lubie!
0

Mostek nad szczeliną

O szczelinach już raz pisałem. Tym razem zdjęcie jest ze skalą, choć wszystkiego nie widać. Szerokość szczeliny jest imponująca, na szczęście przed dwiema sylwetkami widać mostek, który był na tyle solidny, że wszyscy nim przechodzili. Inna droga, czyli obejście, byłaby dużo dłuższa, czasochłonna. Mostki śnieżne czasem pękają, więc jeśli jest takie ryzyko, warto się związać liną. Ale to nie był ten przypadek.

Lubie!
0

Kolorowo

Zdjęć świątyni Kek Lok Si kilka już było, ale bez widoku wewnętrznego dziedzińca. I proszę, oto jest.

Lubie!
0

Mikro i makro

W górach obowiązuje inna skala. W pionie liczy się odległości w tysiącach metrów, czego nie doświadczymy na nizinach. Odległości też są inne, bo przebycie w poziomie kilometra może oznaczać wielki mozół (czasem nawet trwający dni czy tygodnie). Jednocześnie w miejscu, gdzie kamień (jak go widzimy z oddali) z bliska okazuje się bryłą skalną wielkości bloku mieszkalnego, roślinność schodzi do skali mikro. Nic dziwnego, w przyczajeniu łatwiej jest przerwać huraganowe wiatry czy opady śniegu.

W drodze do Nevado Mismi spotykaliśmy takie maleństwa – drzew nie było.

Lubie!
0

Spalony las

Wycieczka do parku Torres del Paine była satysfakcjonująca. Kulminacyjnym punktem było odwiedzenie granitowych wież o wschodzie słońca, ale o tym już było. Gdzieś na początku pobytu w parku mijaliśmy widok taki jak na zdjęciu. Po wszystkim dowiedzieliśmy się, że to wina nieostrożnego turysty (już nie pamiętam, z Polski czy z Czech), który kilka dni przed naszym przybyciem rozpalił sobie ognisko, a od ogniska zajął się las. Szczęście w nieszczęściu, że minęliśmy się z podpalaczem mimo woli.

 

Lubie!
0

Melaka 2

Poprzedni wpis ze zdjęciem z Melaki nosił tytuł „I po Nowym Roku„.  Ten mógłby mieć podobny, wszak na zdjęciu widać te same dekoracje. Okolica wygląda na zapuszczoną, ale to wina białych ścian, które dawno nie było odnawiane i pewnie techniki ich wznoszenia lub użytych materiałów – ściany pękają, pełno jest ciemnych zacieków. Z drugiej strony jest to charakterystyczne zjawisko dla okolic, w których mieszkają niezbyt zamożne osoby, na dodatek nie zawsze będące właścicielami. Daleko szukać nie trzeba, choćby we Wrocławiu ich pełno.

Lubie!
0

Uszatka

Zdjęcie przedstawia mieszkańca okolic Muztaghaty, pewnie Ujgura, bo oni zamieszkują te tereny. Po drugiej stronie granicy mieszkają głównie Kirgizi, ale Ujgurów też nie brakuje. Odróżnienie jednych od drugich jeśli jest możliwe, to wymaga pewnie wprawy. Oba narody posługują się językami z tej samej grupy, oba wyznają islam, oba tradycyjnie prowadziły koczowniczy tryb życia.

Tradycyjne nakrycia głowy obu narodów różnią się, ale – jak widać, czapka uszatka jest w użyciu po obu stronach granicy.

Lubie!
0

Pustynia solna

Poprzednie zdjęcie było z początku wycieczki, to jest bardziej z końca. Dojeżdżaliśmy do skraju solniska, niedługo potem były wyspy z kaktusami, a potem tafla soli. To miejsce to było zapomniane przez wszystkich miasteczko. Na oko martwe, ale na cmentarzu, który był odrobinę oddalony od budynków, niektóre kwiaty wyglądają na świeże (a może są plastikowe?). Groby były różne – od takich jak ten, do murowanych.

Lubie!
0

Bul bul

O wycieczce, która kończyła się w Uyunii, już było. Było także o przegłosowaniu nas w temacie noclegu. Pierwszego dnia (o ile pamiętam) oglądaliśmy bulgoczące błotko. Teren był aktywny, występowały ciepłe źródła (a jakże, była opcja zanurzenia się w nich) oraz bulgoczące błoto. Właśnie podczas oglądania owego błota (a w zasadzie zaraz po) przekonaliśmy się, że nie jesteśmy kompatybilni z grupą. My lataliśmy jak szaleni, ekscytując się niespotykanym u nas zjawiskiem. Reszta też chyba oglądała, ale gdy wróciliśmy do samochodów, okazało się, że wszyscy już są i czekają tylko na nas. Obejrzeli, zaliczyli i jedziemy dalej.

Lubie!
0

Przez góry

Zdjęć podobnych do tego kilka już było. Wszystkie pochodzą z tej samej podróży autobusem prze góry Laosu. Konkretnie podróż była z punktu A do B, ale że droga wiodła przez tereny górzyste, to podróż była przez góry. Widoki piękne, za to robienie zdjęć z trzęsącego się niemiłosiernie autobusu – bardzo trudne. Ja zrobiłem ich trochę, Gosia trochę.

Lubie!
0