Prawie jak…

Księżycowa dolina (Valle de la Luna) to część pustyni Atakamy, która – jak to pustynia – jest sucha jak pieprz i składa się prawie wyłącznie ze skał (piasek to też skała). Z San Pedro de Atacama organizowane są tam wycieczki. Jest zjeżdżanie z wielkich wydm na desce, jest oglądanie zachodu słońca.

W księżycowej dolinie turyści oglądają ciekawe formacje skalne. Wyglądają „prawie” jak te ze słynnego kanionu z USA.

Lubie!
0

Dwa ciosy

Fragment „Ubijania morza mleka” już się pojawił. Dziś prezentuję inny kawałek tej płaskorzeźby. Na poprzednim łucznik do kogoś strzelał, teraz dwóch starożytnych wojowników ukazanych jest chwilę przed zadaniem śmiertelnego ciosu lub ciosów.

Lubie!
0

Powtórka z rozrywki

Chciałem napisać, że to ostatnie zdjęcie z podróży z Luang Prabangu do Vang Viengu, ale jednak nie. Jeszcze w tym roku pojawi się kolejne, tym razem ostatnie.

Lubie!
0

Noc na komisariacie

Gdy dopłynęliśmy do Boca Manu, był wieczór. Przywitała nas jakaś impreza na przystani. Do dziś nie wiem, co to było. Pytaliśmy o hotel – miejscowi coś pokazywali i wymieniali kwoty, które były poza naszym zasięgiem. Szliśmy więc przez miasteczko, rozglądając się. Dotarliśmy do jakiegoś miejsca, spotkaliśmy jakichś ludzi i spytaliśmy o to samo. Ich odpowiedź nie dawała szans na znalezienie sensowego hotelu, ale zaproponowali, że możemy się przespać u nich. Okazało się, że to byli policjanci.

Na posterunku grali w karty i spożywali jakieś trunki. Zaprowadzili nas wgłąb i z jakiegoś pomieszczenia wyeksmitowali sporych rozmiarów papugę. Dostaliśmy jakieś łóżka i po prostu położyliśmy się spać.

Wymknęliśmy się o świcie, chcą złapać łódź. Nie wiedzieliśmy, że tamtędy prawie nic nie pływa. Na kolejne noce rozbijaliśmy namiot.

To była pierwsza i ostatnia w moim życiu noc spędzona na komisariacie.

Lubie!
0

Zamiast soli

Ostatnio pisałem o krabach, które napotkaliśmy na tajskich wyspach. Dziś ponownie krab, ale z pewnością inny gatunek. Ten biegał na golasa, jego obroną było maskujące malowanie. Gdy się nie ruszał, był prawie nie do zauważenia na tle piasku.

Zdjęcie pochodzi też z innego kraju, bo z Wietnamu. Tam raczej się nie wylegiwaliśmy na plażach, ale raz wypożyczyliśmy motocykl i pojechaliśmy nad morze. Wcześniej przez 1,5 miesiąca byliśmy głównie w górach. Nad morzem miało być zbieranie soli, ale chyba się spóźniliśmy.

Lubie!
0

Wspięga

Pobyt we Wietnamie obfitował w różne atrakcje. Jedne turystyczne, bo w tym kraju jest sporo do oglądania, inne zupełnie nie. Trapiły nas awarie sprzętowe i część pobytu w Da Lacie spędziliśmy na próbie sformatowania image tanku. Dla niewtajemniczonych – kiedyś karty pamięci były małe i istniały specjalne urządzenia z dyskiem, gdzie zdjęcia można było zgrywać.

Samo miasto miało np. ciekawy targ, gdzie sprzedawali przeróżne kandyzowane owoce. Pamiętam też, że kupiłem trochę nasion, wydawało mi się, roślin w Polsce nieznanych. Jedną z nich był fasolnik. Okazało się, że jednak znają go w naszym kraju.

Lubie!
0

Ruchoma praca

Jedną z atrakcji, którą odwiedzają turyści podczas wycieczek do delty Mekongu, jest targ na wodzie. Podobne odbywają się też w Tajlandii, ale podobno tamte to podpucha dla turystów, a ten jest autentyczny. Tak czy inaczej – rzeczywiście były łodzie z towarem i handel odbywał się na rzece.

Na rzecze nie ma budek z bigosem czy pierogami, ale oczywiście handlujący mogą się posilić. Gastronomię zapewniała zdaje się m.in. ta pani. We Wietnamie zwyczaje kulinarne są inne niż u nas – najlepiej schodzą zupy serwowane nie w talerzach, ale w widocznych na zdjęciu miseczkach. Gar wygląda swojsko, mógłby być w nim żurek albo bigos.

 

Lubie!
0

Za kulisami

Na tajlandzką wyspę Ko Tao jedzie się w zasadzie w jednym celu: żeby zrobić licencję na nurkowanie (PADI). Ja byłem wyjątkiem, bo towarzyszyłem osobie, która robiła kurs, więc zamiast słuchać wykładów i szkolić się praktycznie włóczyłem się po wyspie.

Rajskość Ko Tao to w dużym stopniu ułuda. Gdy się spogląda z zewnątrz, widzi się plaże i ośrodki. Wewnątrz wyspy jest samo życie – kiepskie drogi, śmieci, szpetne budynki. Z drugiej strony można powiedzieć, że to nieodłączny składnik turystycznej rajskości: wyglancowany front, zapuszczone zaplecze.

Lubie!
0