Góry we mgle

Co prawda na tym zdjęciu mgły nie ma (choć mgła i chmura to prawie to samo, różnica jest w wysokości nad ziemią), co prawda piosenka, o której myślę, jest o wojnie we Wietnamie, ale od Wietnamu do Laosu jest niedaleko, więc wojna wietnamska zahaczała o Laos (samoloty wracające z nalotów zrzucały bomby, które im pozostały nad Laosem i Kambodżą – część z nich do dziś tkwi w ziemi). Tak więc skojarzenie z „Brothers in arms” jest jak najbardziej na miejscu. „These mist covered mountains…”

Lubie!
0

Zielony mózg

Droga do źródeł Amazonki była wyprawą w nieznane. Google Maps uruchomiono w lutym 2005, a planowaliśmy to w grudniu 2004, więc nie mogliśmy po prostu sprawdzić, jak iść.

Informacje, które wtedy zebrałem, były częściowo dobre. Współrzędne szczytu się zgadzały, podobnie miejsce, z którego wyruszyliśmy. Cała reszta była zła, ale na szczęście kierowaliśmy się na cel, a nie na punkty pośrednie (błędne).

Powyższy kamień obrośnięty mchem lub czymś podobnym spotkaliśmy po pierwszym dniu wędrówki. Wtedy już wiedzieliśmy, że idziemy dobrze, bo znajdowaliśmy się w dolinie rzeczki, która – jak nam się zdawało – płynęła mniej więcej z miejsca, do którego zdążaliśmy.



Lubie!
0

Kamienna tapeta

Angkor to nie tylko wspaniałe budowle, których sylwetki każdy mniej lub bardziej kojarzy. Khmerskie miasto to także mnóstwo detali. Część z nich to ozdoby typowo architektoniczne, inne są wykutymi w skale obrazami, ale są i takie, które można by określić chyba tylko mianem kamiennej tapety. Przetestowałem, że kamienna tapeta sprzed 800 z okładem lat całkiem dobrze sprawdza się współcześnie – jako tapeta w telefonie.



Lubie!
0

Rzeka Malakka

W pierwszym wpisie z Malakki pisałem o kanale oddzielającym dzielnicę chińską od reszty. Nie pamiętam, skąd wziąłem ten informacje, ale obecnie po przestudiowaniu mapy muszę powiedzieć, że się myliłem. Kanału nie ma, jest za to rzeka o takiej samej nazwie jak miasto, choć zapewne rzeczywiście dzielnica chińska leży po jednym jej brzegu.

Brzeg rzeki w okolicach centrum wygląda jak na obrazku. I właśnie w tym kanale pływały warany, o których wspominałem w 2012.



Lubie!
0

Koło

Ko 411 zdjęciach, 15 zdjęć przed końcem zataczamy koło. Zacząłem od zdjęcia trzech wielbłądów spod Muztaghaty. Tu są chyba cztery, ale miejsce i czas są te same. Moje koło jest wirtualne, bo zrobienie koła wokół Muztaghaty to przebycie 100 kilometrów!

Muztaghata z jednej strony jest relatywnie łatwa do zdobycia, z drugiej jest stroma ściana. Praktycznie 100% wejść jest od zachodu, a gdy 10 lat temu szukałem informacji na ten temat, pokonanie ściany zachodniej udało się jednej ekipie.


Lubie!
1

Rowerowy zawrót głowy

Są na ziemi miejsca, w których czas stoi, a przynajmniej płynie leniwie. Nie należą do nich Chiny, a w szczególności miasta (na chińskiej wsi nie byłem). Tam zmiany – by tak rzec – galopują. Obraz Chengdu, jaki mam w pamięci, pewnie jest już mocno nieaktualny.

W 2005 roku – jak wydać na załączonym obrazku – rowery były mocno w użyciu. Sporo było też skuterów, w tym trochę elektrycznych. Coś, co jeździ samo, jest wygodniejsze, z pewnością ma element nowoczesności (w stosunku do zwyczajnego roweru). Oczywiście rower nie śmierdzi, daje odrobinę lub więcej ruchu, ale kto by się tym przejmował.

Zdaje się, że obecnie Chiny stawiają mocno na elektromobilność, ale rowery chyba trzymają się nieźle. Nawet próbowano wdrażać tam opcję rowerów na godziny. Skończyło się marnie.


Lubie!
0

Taka tradycja

Zdjęcie z interesującymi przebierańcami z drogi krzyżowej w Boliwii już pokazywałem. Dziś zbliżenie na czapkę jednego z nich. Wygląda przedziwnie, nam kojarzy się z Ku-Klux-Klanem. Tymczasem to tradycja hiszpańska, przeszczepiona za Atlantyk przez kolonizatorów. Także noszenie figur przybyło z Hiszpanii. Jak widać kolorystyka jest nieco inna, ale ogólne wrażenie – bardzo zbliżone.

Lubie!
0

Od tyłu z kamerą

Tydzień temu był Angkor z bliska, tym razem jego najważniejsza budowla, Angkor Wat, z pewnej odległości. Angkor Wat ma kształt kwadratu. Taki jest z grubsza obrys budynków okolonych kwadratową fosą. Przez wodę prowadzi most, a właściwie wał ziemny, przez który codziennie setki, jeśli nie tysiące, turystów przechodzą, by obejrzeć tę najważniejszą pozostałość po dawnym państwie Khmerów.

Jest też druga przeprawa, znajduje się z drugiej strony, a od budynków Angkor Watu jest oddzielona lasem. Zdawało mi się, że nikt z niej nie korzysta, bo ja, gdy byłem w Angkorze, nie trafiłem tam. Postanowiłem jednak sprawdzić w Google Street View, czy będą jakieś zdjęcia i… Okazuje się, że można odbyć wirtualny spacer po całej budowli, wchodząc także od tyłu. Wot, tiechnika…


Lubie!
0

Ściana

Angkor pojawiał się na tym blogu wielokrotnie. Nic dziwnego, ruiny są fascynujące i bardzo różnorodne. Oczywiście do stwierdzenia tego faktu potrzeba jest odrobina zaangażowania. Gdy my zwiedzaliśmy ten najbardziej znany zabytek Kambodży, kupiliśmy bilety tygodniowe. Pod koniec tego czasu nadal nie mieliśmy dość. Nasze znajome zaplanowały na to samo trzy dni, a po drugim stwierdziły, że widziały wszystko i ostatni dzień to strata czasu.

Angkor jest bardzo różnorodny, choć na pierwszy rzut oka wszystko to kamienie. Ale oprócz tego, że same budowle nie są identyczne, to można je odwiedzać w różnych porach dnia. Południe najlepiej sobie darować (temperatury!), choć wtedy jest szansa na brak tłumów. Za to poranki i zachody – palce lizać. Niebezpieczeństwo zasłonięcia słońca przez chmury jest niskie, co oznacza sporą szansę na ładne światło i niesamowity klimat.

Lubie!
0