Na straży

We wpisie o bekasie (sprzed roku) wspominałem o gęsiach, które nas odwiedzały podczas pobytu w Parku Narodowym Ziemi Ognistej. Wyglądało to tak, że ojciec rodziny znajdował jakieś lekkie wzniesienie, wdrapywał się na nie i lustrował okolicę. W tym czasie samica z młodymi spokojnie się pasły. Gdy gąsiora coś zaniepokoiło dawał znak i cała grupa zmykała. Dokładnie tak samo zachowuje się bażant, który prowadza kury (czasem z młodymi) niedaleko mojego domu.

Lubie!
0

Woda szkodzi

W parku Ziemii OgnistejCzy woda szkodzi, szczególnie roślinom? Z pewnością. Spacerując po Parku Narodowym Ziemi Ognistej natrafiliśmy na małe jeziorko. Na innych zdjęciach wygląda trochę jak jakaś niecka podczas naszych roztopów wiosennych. Ot – niższy teren, naleciało jakoś wody i się tam trzyma. My byliśmy tam w lutym, czyli jesienią, ale może wtedy tam akurat pada? Przypomnę, że na półkuli południowej pory roku są odwrotnie niż u nas – przynajmniej w strefie umiarkowanej, bo w tropikach wygląda to zupełnie inaczej.

Zastanawiające jest tylko, dlaczego wyrosły tam drzewa i jak dały radę rosnąć? Z pewnością woda nie bywała tam regularnie, bo wtedy nie zdążyłyby osiągnąć takich rozmiarów.

Nasza wycieczka tego dnia zakończyła się nad jeszcze jedną wodą, tym razem słoną. Dotarliśmy do zatoki Lapataia, która odchodzi od kanału Beagle. Nazwa kanału wzięła się od statku Darwina, którym angielski uczony pływał po tamtych wodach, zbierając obserwacje wykorzystane potem przy tworzeniu teorii doboru naturalnego. Nasza podróż trwała rok, Darwina – pięć lat! Nad zatoką stał znak, informujący, że do przeciwnego końca Ameryk, czyli do Alaski jest 17848 km. To dopiero odległość!

Lubie!
0

Ziemia ognista

Ziemia ognista„Ziemia ognista” to jedna z tych nazw, które mają „to coś”. Ten południowy skrawek kontynentu amerykańskiego jest podzielony między Argentynę i Chile. Tyle tylko, że dojazd jest wyłącznie z części argentyńskiej. Wystarczy spojrzeć na mapę – z „dolnego” koniuszka Ameryki Południowej Argentyna ma wykrojony kawałek względnie zwartego lądu, a Chile plątaninę zatok i cypli, jednym słowem fiordy. Inna sprawa, że żeby dostać się suchą nogą do argentyńskiej części, trzeba przejechać przez terytorium Chile. Uff – skomplikowane.

Na argentyńskiej ziemi leży Ushuaia, którą mieszkańcy tytułują „Fin del Mundo”, czyli „koniec świata”. Dalej są jeszcze jakieś osady, ale rzeczywiście to ostatnie miasto przed Antarktydą. Niedaleko Ushuaii jest mały park – „Parque Nacional del Tierra Fuego”, czyli Park Narodowy Ziemi Ognistej.

Pojechaliśmy tam autobusem. Wysadzili nas i zaczęliśmy szukać miejsca do rozbicia namiotu. W dogodnym miejscu był już jakiś namiot, ale na drugi dzień zniknął. Byliśmy więc sami i robiliśmy wycieczki po okolicy. Do nas wycieczki robiły różne ptaki, ale o tym będzie innym razem.

Lubie!
0

Krople rosy

Krople rosy

Przyznam, że z tym zdjęciem miałem problem. Nie mogłem go nigdzie umiejscowić i dopiero analiza danych z EXIF-a naprowadziła mnie na właściwy trop.

Zdjęcie powstało w Argentynie, w parku wodospadu Iguazu. O samym wodospadzie jeszcze będzie, bo i będą fotografie z kaskadami. Ale park to nie tylko wodospady – dookoła nich jest tropikalny las z różnymi ciekawymi obiektami do fotografowania, jak choćby kwiatostanami trawy z kroplami rosy. W (prawie) każdym miejscu coś takiego można znaleĹşć. Fotografia ma taką właściwość, że pozwala przeskalować do jednego rozmiaru potężną górę i małego robaczka, wielki wodospad i krople rosy na trawie. Dlatego robiąc zdjęcia, warto mieć oczy szeroko otwarte, patrzeć przed siebie, pod nogi oraz na boki. Nie zawsze to, co największe, najlepiej wygląda na zdjęciu.

Lubie!
0