Na tratwie

Jezioro Titicaca leży między Peru a Boliwią. Wyspa Słońca jest w tym drugim kraju, ale Puno w pierwszym. Wyspa Słońca jest ważna, bo tam wg Inków urodził się tam Viracocha, pierwsi Inkowie oraz samo Słońce.

A Puno? Słynie chyba głównie z tego, że można tam oglądać tzw. pływające wyspy, będące w rzeczywistości tratwami zbudowanymi z sitowia. Nazwa wyspa nie jest całkiem nie na miejscu, bo w odróżnieniu od typowej tratwy, która służy raczej do przemieszczania się, na wyspach zwanych uros się mieszka.

Kiedyś wyspy chroniły mieszkających tam ludzi, bo wystarczyło oddalić się od brzegu i utrudniało się robotę wszelkiego rodzaju najeźdźcom. Obecnie zacumowane są blisko brzegu, by nie utrudniać życia… turystom. Prawdopodobnie tylko dzięki turystom uros przetrwały.

Ja niestety nie widziałem ich z bliska, bo w dniu, w którym powstało powyższe zdjęcie, leżałem powalony jakąś niestrawnością.

Lubie!
0

McDolar’s

Gdy odwiedziliśmy Argentynę w 2005 roku, kryzys teoretycznie był już za nią. Rozpoczął się pod koniec 2001 roku, a jego zewnętrznym objawem była odmowa spłacania przez Argentynę zobowiązań finansowych wobec podmiotów zewnętrznych. Technicznie rzecz biorąc było to więc bankructwo. Ale oczywiście państwa nikt nie rozwiązał, trwało, próbowało się reformować i ok. 2003 r. zaczęło wychodzić na prostą.

W 2005 r. było już całkiem dobrze, choć skutki kryzysu nadal było widać. Jako że USA się z Argentyną średnio lubiły (od czasów lewicowego Perona), to i z drugiej strony raczej nie było sympatii.

Powyższe graffiti nie jest stricte antyamerykańskie. Jest wymierzone w konsumpcjonizm, pogoń za pieniądzem czy wręcz w kapitalizm. Ale jako że zarówno McDonald jak i dolary to wytwory amerykańskie, to myślę, że nie pomylę się mocno, jeśli uznam je za brak sympatii wobec USA.

Lubie!
0

Datsun się nie zepsun

W 2006 powstał film „Auta”. Gdyby nie był animowany, pewnie zostałby obsypany „normalnymi” nagrodami, bo historia, którą przedstawiał chwytała za serca, a opowiedziana była po mistrzowsku. I jak to we współczesnym przemyśle filmowym, producenci poszli za ciosem, tworząc kolejną część oraz serial.

W „Autach 2” oraz „Bujdach na resorach” bohaterem był Złomek, postać drugoplanowa w „Autach”. „Bujdy na resorach” to małe perełki z czasem absurdalnym poczuciem humoru i nawiązaniem do różnych znanych filmów oraz książek.

W „Japońskim Złomku” tytułowy bohater spotyka japoński samochód, który wymaga holowania. Wita go zdaniem, którego współczesny widz raczej nie zrozumie: „Datsun się zepsun?”.

Na polskich drogach aut tej marki nie ma od wielu, wielu lat. Ale jak widać w Peru jest (było?) inaczej. W trudnych tropikalnych warunkach Datsun służył wiernie. Służba to była raczej ciężka, bo z asfaltem tam krucho, w powietrzu wilgoć, a kierowcy pewnie się z samochodami nie certolą.

Lubie!
0

Przeprosiny

Ostatnio pojawiła się informacja, że Meksyk chce przeprosin od Watykanu i Hiszpanii. Ciekaw jestem, czy przeprosiny się pojawią, bo w sumie nic nie kosztują, po tylu latach mają wymiar jedynie symboliczny. A wina poproszonych o ukajanie się nie budzi wątpliwości (a raczej tych, których spadkobiercami są Franciszek i władze Hiszpanii).

Peru, Boliwia czy w zasadzie każdy kraj Ameryki Południowej czy Środkowej mógłby wystąpić z podobną prośbą. Wszak by wybudować kościół widoczny na zdjęciu, trzeba było wcześniej zburzyć świątynię Inków, a ich samych pozbawić kultury (której ważną częścią była religia).

Warto o tym pamiętać, bo zwiedzając tamte kraje, stąpamy po kościach tych, którzy zginęli podczas konkwisty…

Lubie!
1

Wiecznie żywy…

W znakomitej książce „Czasy secondhand. Koniec czerwonego człowieka” Swietłana Aleksijewicz bardzo sugestywnie i z perspektywy ludzi radzieckich opisuje koniec ZSRR. Jej książka to praktycznie zapis wypowiedzi obywateli Związku Radzieckiego zarejestrowanych w czasie przełomu – likwidacji naszego wschodniego sąsiada.

Gdy odwiedziliśmy Kirgistan w roku 2004, ZSRR od ładnych paru lat nie było. Jednak jak się łatwo domyślić, likwidację państwa da się zrobić, ale zmienić mentalności ludzi go zamieszkujących to zupełnie inna sprawa.

Wtedy, w 2004 pomniki Lenina jak postawili, tak stały. Po rosyjsku można się było dogadać wszędzie. Mimo, że 88% stanowią muzułmanie, to bynajmniej nie ma tam tylu abstynentów. A tęsknotę za CCCP było widać choćby właśnie w sklepach sprzedających gorzałkę.

Lubie!
0

Utrata twarzy

Pani ze zdjęcia utraciła połowę twarzy. Nie wiem, czy w Kambodży też to obowiązuje, ale niedaleko, bo w Tajlandii jak najbardziej – można stracić twarz.

Z grubsza oznacza to to, co wynika z samej nazwy. Jeśli ktoś się znajdzie w sytuacji krępującej (z winy własnej lub czyjejś), traci twarz. Dla Taja (z tego co wiem także np. dla Chińczyka) to sytuacja wybitnie niekomfortowa i w zasadzie osoba, która ma na to jakiś wpływ, powinna starać się, by to się nie stało. Mówię tajemniczo? Ot choćby gdy wytkniemy komuś publicznie błąd. Nie wiem, czy zrobienie tego dyskretnie, na osobności, zmienia sytuację, ale w obecności innych osób – utrata twarzy gwarantowana.

U nas taka sytuacja to oczywiście pewien dyskomfort (kto lubi publicznie wychodzić na durnia?), ale przecież drobne potknięcie czy niedociągnięcie przyjmujemy spokojnie. Dla Taja to koniec świata.

Lubie!
0

Wstawki z polietylenu

O wycieczce do Sambor Prey Kuk pisałem już kilka razy. Oprócz ruin, które były naszym głównym celem, widzieliśmy wiele po drodze. Wtedy (podejrzewam, że nadal jest podobnie) Kambodża to był bardzo słabo rozwinięty kraj. W miastach było z grubsza wszystko, włącznie z kafejkami internetowymi. Wsie wyglądały jednak baaardzo tradycyjnie. Owszem widać było nowoczesne wstawki, jak rury z polietylenu, ale chatki czy metody uprawy roli nie zmieniły się zbytnio od przynajmniej kilkudziesięciu, a może i więcej lat.

Lubie!
0

A ceny rosną…

O Ko Tao pisałem kilka razy. Wtedy była to wyspa, na której się nurkowało, dość często robiło kurs nurkowy. Podejrzewam, że wiele się nie zmieniło od tamtego czasu.

Na zdjęciu widać, że do atrakcji należały także wycieczki łodzią wokół wyspy (w lewym dolnym rogu jest reklama). Ceny – zależnie od opcji – wahały się w okolicach 500-600 bathów. Inflacja w Tajlandii zwykle nie przekracza 5%, co uzasadnia ok. dwukrotny wzrost cen. Jak znalazłem w Internecie, obecnie ceny są cztery razy wyższe. Kurs do euro przez ten czas trochę fluktuował, ale drastycznie się nie zmienił.

Z tego wynika, że podróżowanie do Tajlandii nie jest takie tanie jak kiedyś…

Lubie!
0

Rzeka Malakka

W pierwszym wpisie z Malakki pisałem o kanale oddzielającym dzielnicę chińską od reszty. Nie pamiętam, skąd wziąłem ten informacje, ale obecnie po przestudiowaniu mapy muszę powiedzieć, że się myliłem. Kanału nie ma, jest za to rzeka o takiej samej nazwie jak miasto, choć zapewne rzeczywiście dzielnica chińska leży po jednym jej brzegu.

Brzeg rzeki w okolicach centrum wygląda jak na obrazku. I właśnie w tym kanale pływały warany, o których wspominałem w 2012.



Lubie!
0

Rowerowy zawrót głowy

Są na ziemi miejsca, w których czas stoi, a przynajmniej płynie leniwie. Nie należą do nich Chiny, a w szczególności miasta (na chińskiej wsi nie byłem). Tam zmiany – by tak rzec – galopują. Obraz Chengdu, jaki mam w pamięci, pewnie jest już mocno nieaktualny.

W 2005 roku – jak wydać na załączonym obrazku – rowery były mocno w użyciu. Sporo było też skuterów, w tym trochę elektrycznych. Coś, co jeździ samo, jest wygodniejsze, z pewnością ma element nowoczesności (w stosunku do zwyczajnego roweru). Oczywiście rower nie śmierdzi, daje odrobinę lub więcej ruchu, ale kto by się tym przejmował.

Zdaje się, że obecnie Chiny stawiają mocno na elektromobilność, ale rowery chyba trzymają się nieźle. Nawet próbowano wdrażać tam opcję rowerów na godziny. Skończyło się marnie.


Lubie!
0