Bul bul

O wycieczce, która kończyła się w Uyunii, już było. Było także o przegłosowaniu nas w temacie noclegu. Pierwszego dnia (o ile pamiętam) oglądaliśmy bulgoczące błotko. Teren był aktywny, występowały ciepłe źródła (a jakże, była opcja zanurzenia się w nich) oraz bulgoczące błoto. Właśnie podczas oglądania owego błota (a w zasadzie zaraz po) przekonaliśmy się, że nie jesteśmy kompatybilni z grupą. My lataliśmy jak szaleni, ekscytując się niespotykanym u nas zjawiskiem. Reszta też chyba oglądała, ale gdy wróciliśmy do samochodów, okazało się, że wszyscy już są i czekają tylko na nas. Obejrzeli, zaliczyli i jedziemy dalej.

Lubie!
0

Przez góry

Zdjęć podobnych do tego kilka już było. Wszystkie pochodzą z tej samej podróży autobusem prze góry Laosu. Konkretnie podróż była z punktu A do B, ale że droga wiodła przez tereny górzyste, to podróż była przez góry. Widoki piękne, za to robienie zdjęć z trzęsącego się niemiłosiernie autobusu – bardzo trudne. Ja zrobiłem ich trochę, Gosia trochę.

Lubie!
0

Cztery z tysiąca

Cztery figurki widać w miarę ostro na zdjęciu. A czy w jaskini jest ich tysiąc? Nie wiem, ale jest ich mnóstwo – leżą, stoją, siedzą (większość), zwykle małe, trochę dużych. Jaskinia jest warta zwiedzenia, bo raz, że figurki są ciekawe, dwa, że okolica ładna. Trochę typowa, bo w Laosie sporo jest miejsc pagórkowatych czy wręcz górzystych, ale nadal ma to swój urok.

Lubie!
0

Przed murem

Królewski grobowiec z Hue po raz ostatni. Tak naprawdę grób (groby) był za widocznym na zdjęciu murem. Próbowałem wspiąć się na mur, ale już nie pamiętam, czy mi się udało, czy nie. W okolicy było sporo atrakcji, więc jeśli nie, to nie musiałem żałować.

Lubie!
0

Kipiel

Tak jak obiecałem tydzień temu, dziś inne spojrzenie na wodospady Iguazu. Konkretnie na ten największy, najbardziej okazały – Gardziel Diabla (Garganta del Diablo).

Widzieliśmy go na koniec pierwszego dnia (argentyńskiego) i taka kolejność była dobrym pomysłem. Gdyby nie to, pewnie pozostałe miejsca odbieralibyśmy jako gorsze od tego. A tak mieliśmy stopniowanie emocji ze spektakularnym finałem.

Do tego wodospadu idzie się po kładkach przez dość leniwie płynąca rzekę. Dopiero na środku jest wielki uskok i tam woda przyspiesza, waląc się potężną siłą w dół. Tego dołu miejscami nie widać, bo ciągle jest zakryty przez pył wodny. Gdzieś w skałach, pod wodospadami swoje gniazda mają jaskółki lub coś podobnego. Co chwila nurkują w kipiel i wylatują z niej.

Aby sobie wyobrazić całość, polecam obejrzeć zdjęcie z góry, którego oczywiście ja nie miałem jak zrobić. Ale od czego jest Internet?

 

Lubie!
0

Za tęczą

Iguazu ma wiele oblicz. Każdy obiekt ma wiele oblicz, bo można go fotografować z różnych stron, w różny sposób i w różnych porach. Wodospady Iguazu dodatkowo to nie jeden obiekt, a rozległe miejsce, więc pod jedną nazwą kryje się wiele obiektów. Dlatego to zdjęcie trochę różni się od poprzedniego. Następne, za tydzień, będzie zupełnie inne.

Lubie!
0

Dolina guanako

Nasze wejście na Aconcaguę było satysfakcjonujące. Powodów było kilka. Pierwszym było to, że pół roku wcześniej nie udało się zdobyć Piku Lenina. A tu poszło w zasadzie gładko. W zasadzie, bo oczywiście łatwo nie było i po drodze zdarzyło się kilka przygód.

Jedną z nich było… pomylenie drogi. W okolice Aconcagui dociera się np. autobusem, ale do bazy jest kawał drogi. Idzie się przez góry dwa czy trzy dni. Po drodze spotyka się ludzi, ale właśnie spotyka, mija, nocuje się w tym samym miejscu. Tłoku w każdym bądź razie nie ma. I kiedy należało skręcić w lewo, my poszliśmy potokiem prosto. Mieliśmy GPS i na nim góra jakoś tam się zbliżała, więc było ok.

Potem był nocleg i pogorszenie pogody rano. Wtedy skręciliśmy, ale ścieżka robiła się coraz gorsza i gorsza, aż w końcu po naradzie i analizie, doszliśmy do wniosku, że jesteśmy nie tam, gdzie trzeba. Zawróciliśmy i już po 1,5 dnia skręciliśmy tym razem we właściwym miejscu.

Potem przeczytałem, że szliśmy alternatywną drogą, której nie obejmowało nasze zezwolenie (nasze było tańsze). Droga wiodła przez Dolinę Guanako i udało nam się te zwierzęta zobaczyć. Biegały po okolicznych zboczach, najwyraźniej zainteresowane niecodziennymi gośćmi. Co prawda do zamiast trzech dni szliśmy siedem, ale było warto.

Lubie!
0

Dusiciel 3

Brzmi jak tytuł filmu? To tylko zdjęcie, ale na temat, który już był, i to dwukrotnie. Sambor Prey Kuk, gdzie zrobiłem powyższe zdjęcie, to stanowisko archeologiczne w Kambodży. Mniej słynne od Angkoru, ale słusznie, bo nie tak imponujące. Zajmuje mniejszy obszar, budowli jest mnie, nie są tak wspaniałe, a przede wszystkim są w gorszym stanie. Nic dziwnego, bo Sambor Prey Kuk powstało w VII. wieku naszej ery, a bardziej znany konkurent powstał w latach 1113 and 1150. Nie bez znaczenia jest materiał – tu mamy cegłę, tam wapienne bloki.

Lubie!
0

Pięciolatka

Jak wiadomo, rok nie dzieli się równo na tygodnie. Dodatkowo, gdy zaczynałem publikować fotografie wygrzebane, robiłem to w inny dzień tygodnia. Tak więc z pewnym przybliżeniem mogę stwierdzić, że właśnie mija pięć lat prowadzania tego blogu. Pierwszy wpis pojawił się 23 kwietnia 2012 roku, a ten ma numer 265.

W nową pięciolatkę wpływamy barką. Płynie po Mekongu, jednej z większych rzek Azji. Ujście, gdzie zrobiłem tę fotografię, jest niedaleko Ho Chi Minhu, czyli dawnego Sajgonu. Jak widać, jednostka pływająca prezentuje wysoki standard, ma nawet telewizję (choć nie satelitarną).

Lubie!
0

Ryż po raz czwarty

To już czwarte zdjęcie z tych samych okolic z polem ryżu. Tym razem z człowiekiem i chatką na palach. Taki rodzaj budownictwa to tam rzecz powszechna, co – jak podejrzewam – ma związek ze sposobem uprawy ryżu i klimatem. Po porze deszczowej pola są zalane wodą, więc chata usytuowana przy gruncie szybko by zgniła, a z nią to, co jest w środku.

Lubie!
0